KARINA PJANKOWA – PRAWA I POWINNOŚCI

2-1280

(źródło)

Nie ma nic lepszego niż zabawne fantasy, które pozwala się wyluzować na kilka godzin. Prawa i powinności nie są, co prawda bez wad, ale w ostatecznym rozrachunku zalety zwyciężają, a zabawa podczas czytania jest przednia. Tym razem zrobię wyjątek i zamiast opisywać fabułę własnymi słowami, posłużę się oficjalnym blurbem – jednym z ciekawszych, jakie spotkałam.

Najlepsze na nudę? Ratowanie świata.

Osiągnąłeś wszystko. Masz niezdobyty zamek, tłumy uczniów spijających słowa z twoich ust, prawie nieograniczoną moc… Gdybyż to jeszcze nie było takie nudne!

A może czas zacząć wszystko od początku? Klasycznie, od ratowania świata. Szczęśliwie, w okolicach zamku nawinęła się akurat drużyna, do której idzie się przyłączyć. Co z tego, że są tam jakieś elfy i rycerz, a ty jesteś wrednym nekromantą?

Z braku innych ochotników padło na ciebie.

Czyń swoją powinność, Władco…

Heroic fantasy jest prawdopodobnie najbardziej schematycznym i patetycznym podgatunkiem literatury fantastycznej. Nic więc dziwnego, że idealnie nadaje się na materiał do parodii. No bo od czego należy zacząć ratowanie świata? Od skompletowania drużyny, oczywiście! U Kariny Pjankowej do tej niewdzięcznej roboty zostali zaprzęgnięci sami bohaterowie – obowiązkowo po jednym z każdej rasy. Mamy więc rycerza będącego jednocześnie pogromcą smoków, ordynarnego, ale w gruncie rzeczy sympatycznego orka, honorowego demona górskiego, waleczną demonessę leśną, dwupostaciową Lady zamieniającą się w wilka, starego krasnoluda i dwa elfy, które trzeba było przyjąć w komplecie. Takiej grupie siłą rzeczy trudno byłoby się dogadać, co więc się stanie, gdy dołączy do nich nekromanta o wyjątkowo paskudnym charakterze?

Jak możecie się domyślić, bohaterowie są dość typowymi przedstawicielami gatunku. Szybko jednak okazuje się, że w mniejszym lub większym stopniu różnią się od tego schematu, na przykład starszy elf jest strasznym żarłokiem, a jego młodszy brat – w dzieciństwie naznaczony przez smoka – całe życie spędził, cierpiąc na chorobę zbliżoną do autyzmu, gdy jednak główny bohater używa na nim swoich czarów, Len okazuje się być niezwykle żywiołowy (i – cóż – szybko staje się jego zmorą). A sam Raywen… To taki Gary Stu – nie ma rzeczy, której nie potrafiłby zrobić, ale jest przy tym tak sympatyczną postacią, że nie sposób go nie lubić.

Zrobienie z Raywena postaci idealnej, choć, co prawda, całkiem nieźle się udało, jest jednym z przejawów niedopracowania książki. Powiedziałabym, że powieść jest niezła, ale mogła być znacznie lepsza, gdyby tylko poddano ją porządnej redakcji. Dość długo dziwiłam się pewnym niedociągnięciom, bo wydawały się wyjątkowo proste do wyeliminowania, aż trafiłam na informację, że autorka w chwili publikacji miała zaledwie 19 lat. Niestety nie usprawiedliwia to redaktora, który powinien był wskazać paluszkiem, co warto poprawić.

Styl jest lekki, powieść pochłania się zaledwie w dwa wieczory (a to nie lada wyczyn, zważywszy na to, że ma ona ponad 500 stron), żarty w większości są całkiem udane (zwłaszcza trzy fragmenty – prawdziwe majstersztyki!), a bohaterowie co do jednego sympatyczni (co prawda w pewnym momencie główny bohater i jego wybranka popadają w pewien patos, cierpiąc z powodu nieodwzajemnionej miłości zamiast po ludzku ze sobą pogadać, co trochę irytuje, ale w gruncie rzeczy można na to przymknąć oko).

Zwrócę jeszcze uwagę na dwa elementy, które złapały mnie w swoje sidła i do tej pory nie wypuściły. Religia, którą wyznają bohaterowie, z początku jest typowym podziałem na Dobro i Zło tudzież Ciemność i Światło, które reprezentują Czarny Smok i po Trzykroć Jasny Jednorożec. Szybko jednak okazuje się, że autorka przygotowała dla nas kilka niespodzianek, w tym niezwykle bogaty zasób przekleństw nawiązujący do smoków jako krwiożerczych bestii będących pomiotami Zła Wcielonego, czyli Czarnego Smoka. Po kiego smoka, gorąco jak u smoka w przełyku, mieć coś głęboko w smoczym legowisku i wiele, wiele innych. Majstersztyk!

Przyznam od razu, że książka jest raczej trudno dostępna i nie znajdzie się jej w żadnym sklepie, co najwyżej w antykwariacie. Dobrze byłoby odwiedzić biblioteki, bo tak właśnie sama na nią trafiłam. Swój egzemplarz kupiłam w nieco zużytym stanie za 5 zł na jednej z grup sprzedażowych na Facebooku, o których pisałam przy okazji wpisu „Jak kupować tanio książki?”. Zauważyłam, że od czasu do czasu się tam pojawia.

To kolejny przykład udanego fantasy zza wschodniej granicy, tuż obok twórczości Olgi Gromyko i Aleksandry Rudej. Choć trzeba przyznać, że w Polsce nie ma dużego popytu na twórczość Kariny Pjankowej (ach, jakież słodkie to nazwisko!): nakład Praw i powinności dawno się wyczerpał i nie zapowiada się na dodruk, a Z miłości do prawdy porzucono po pierwszym tomie. Niemniej jednak jeśli kiedyś natraficie na książkę o przygodach Raywena i spółki, wiedzcie, że to naprawdę przyjemna rozrywka.

PS Widziałam sporo narzekań na okładkę, ale przyznam szczerze, że to ona zwróciła moją uwagę – przerażona mina uciekającego dharra jest przezabawna! A co wy o niej sądzicie: podoba się czy odstrasza?

Reklamy

2 uwagi do wpisu “KARINA PJANKOWA – PRAWA I POWINNOŚCI

  1. Sugarfree

    Lubię fantastykę zza wschodniej granicy, a „Prawa i powinności” to książka, na którą dość długo polowałam, na szczęście znalazłam ją w antykwariacie za 6 zł (trochę nie ogarniam Fabryki Słów i ich polityki dotyczącej wschodniosłowiańskich autorów, takiego „Zawód: Wiedźma” w ogóle bym nie kupiła, gdyby nie nowe wydanie od wydawnictwa Papierowy Księżyc, a „Granice” czyli 3 część cyklu „Ola i Otto” od Aleksandry Rudej jest w ogóle niewydana w Polsce. Popytu może i nie ma, ale są wierni fani, tacy jak ja i wiele innych osób. :P). W sumie moje odczucia są całkiem podobne, jedyną postacią którą polubiłam był Kot, reszta wydawała mi się taką bandą dzieciaków w skórach innych ras. Raywen był wyidealizowany i wykreowany dość sztampowo, ale jego narracja była całkiem sympatyczna. Gdyby Pjankowa odłożyła po napisaniu „Prawa i powinności” do szuflady, w międzyczasie podszkoliła swój warsztat i później znalazła dobrego redaktora, to byłaby wtedy świetna powieść, a tak wyszło ksiopko z mega zmarnowanym potencjałem. Będę szukać „Z miłości do prawdy”, może jej warsztat się polepszył z czasem?

    Polubienie

    1. Też uważam, że książka mogłaby być znacznie lepsza, gdyby Pjankowa zaczekała trochę z publikacją (no bo czy można napisać coś naprawdę dobrego, będąc nastolatką?) albo gdyby chociaż dostała porządnego redaktora, który nie bałby się wskazać, co jest poprawy, a co do wyrzucenia (np. wątek morfa był potraktowany strasznie po macoszemu…). Mimo wszystko mam do „Praw i powinności” straszną słabość i lubię do nich wracać od czasu do czasu. Mnie irytowało właściwie tylko i wyłącznie zachowanie Khilayli i Raywena, jak już się w sobie zakochali, ale we mnie ogólnie wymuszone wątki miłosne wywołują taką reakcję, wiec nie bardzo mogłam się czepiać. Cała ta powieść trochę trąci opowiadaniem publikowanym na blogu.
      „Z miłości do prawdy” ma, co prawda, nieco lepszy warsztat, ale główna bohaterka jest okropną Mary Sue, której brakuje uroku Raywena. Przeczytać książkę można, ale nie radziłabym się za bardzo na nią nastawiać. Zdecydowanie lepiej wspominam „Prawa i powinności”.
      Jeśli chodzi o Fabrykę Słów, zupełnie nie podoba mi się to, jak zmieniła się ich oferta wydawnicza. Rozumiem, że taka Olga Gromyko czy Aleksandra Ruda mogły nie przynosić oczekiwanych zysków, ale nigdy bym nie przypuszczała, że np. projekt Fabryczna Zona może okazać się tak wielkim sukcesem. Dość ostrożnie podchodzę do podobnych projektów, bo wydaje mi się, że ukierunkowane są na ilość, a nie jakość, choć – przyznaję – nie czytałam żadnej książki z tego cyklu, więc to zwykłe przypuszcznia. O dziwo, jeszcze parę lat temu ciekawiła mnie każda książka, którą wydawała FS, teraz nie interesuje mnie właściwie żadna. A mój gust aż tak drastycznie się nie zmienił…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s