FABUŁA CZY MARKETING – CO WPŁYWA NA SUKCES?

movies
Trudno dobrać obrazek do tematu wpisu, więc będzie nie na temat, ale za to jak ładnie
(źródło)

Na sukces danego tytułu, niezależnie, czy mowa o filmie, serialu czy też książce, wpływa wiele czynników. Wbrew pozorom trudno jednak ustalić, który z nich jest najważniejszy.

Fabuła i bohaterowie

Gdy myślę o najważniejszym elemencie jakiejś pozycji, do głowy jako pierwsza przychodzi mi fabuła. Powinna być ciekawa, spójna i przede wszystkim logiczna. Biorąc pod uwagę to, że wszystko już było, podczas konsumowania popkultury odnosi się nieustanne wrażenie powtarzalności. Zdawałoby się, że gdy na rynku pojawi się coś oryginalnego albo wykorzystującego w świeży sposób schematy, trudno się od tego oderwać. Bynajmniej! Po dłuższym namyśle okazuje się, że najpopularniejsze w telewizji są procedurale, w kinie królują sequele, a bestsellerami zostają przede wszystkim paranormal romance. Bardziej schematycznie się już nie da, prawda? Serialowe próby stworzenia czegoś, co umiejętnie bawi się schematami, zazwyczaj kończą się szybkim anulowaniem (Limitless – po pierwszym sezonie, Galavant – po dwóch krótkich), podczas gdy tacy Agenci NCIS nie tylko utrzymują się na antenie już piętnasty sezon, ale również doczekali się aż dwóch spin-offów, samym będąc przy tym spin-offem Jag – Wojskowego Biura Śledczego.

Wtedy myślę sobie o bohaterach. W końcu to dla nich śledzimy dwunasty z kolei sezon (fani Supernatural, łączmy się!), piąty sequel czy siódmy tom, chociaż z tą jakością różnie bywa. Mimo wszystko nie potrafimy powstrzymać się przed śledzeniem ich losów, chcemy wiedzieć, co przyszykował dla nich autor, no i przede wszystkim poznać finał historii. Problem w tym, że podczas tworzenia bohaterów też łatwo sięgnąć po same schematy – najłatwiej wskazać tutaj bohaterów paranormal romance, którym poświęciłam osobny wpis, czyli idealnego chłopaka i niby przeciętną, aczkolwiek zapierającą dech w piersi dziewczynę. W proceduralu z paranormalnym wątkiem zazwyczaj jest to twarda policjantka i towarzyszący jej konsultant – mentalista, pisarz, nieśmiertelny koroner, a nawet sam Lucyfer.

Na podstawie własnych doświadczeń stwierdzam, że o wiele łatwiej przełknąć schematy fabularne, kiedy mamy do czynienia z sympatycznymi postaciami niż śledzić losy irytujących bohaterów, nawet gdy fabuła jest znakomita. Idealnym odzwierciedleniem drugiej sytuacji są dla mnie Przedksiężycowi Anny Kańtoch – trylogia, w której zachwycił mnie świat przedstawiony, ale bohaterowie tak zniechęcili, że po drugi tom sięgnęłam z kilkuletnim opóźnieniem, a po trzeci – wcale.

Styl autora

Ważne, by książkę czytało się z przyjemnością, a filmów i seriali słuchało bez zgrzytania zębami. Style bywają różne, jedne poetyckie (np. w Opowieściach sieroty Catherynne M. Valente), inne proste, ale treściwe (np. Armagedon dzień po dniu J.L. Bourne). Niektórzy w rozbudowanym akapicie wykorzystują tylko jedną frazę (np. cykl o Temeraire Naomi Novik), inni stosują krótkie zdania (pamiętam, że coś takiego czytałam, ale nie mogę sobie przypomnieć, co to było, w każdym razie czytało się to koszmarnie!). Czasem pisze się zrozumiale, innym razem (zwłaszcza w powieściach historycznych i sf) wykorzystuje się tyle archaizmów lub neologizmów, że bez słownika pod ręką ani rusz.

Zmierzam do tego, że nie ma uniwersalnego stylu, który gwarantowałby sukces. Każdy autor pisze po swojemu, ale nie każdy na takim samym poziomie. Opieranie stylu na zdaniach pojedynczych albo wielokrotnie złożonych nie jest proste i potrafi doprowadzić do sporych zgrzytów podczas czytania. W pierwszym przypadku można mieć wrażenie pociętego tekstu, w drugim – łatwo zgubić sens. Oczywiście wszystkim zdarzają się pomyłki i potknięcia, dlatego warto mieć dobry zespół składający się z redaktora, korektora i najlepiej kilku zaufanych czytelników, którzy w razie czego potrząsną pisarzem i pokażą paluszkiem, co trzeba poprawić, bo jest zwyczajnie i po ludzku niezrozumiałe. Ten problem najlepiej widać na tłumaczeniach, gdyż pewne konstrukcje językowe są nieprzetłumaczalne, a z grą słów nieraz się trzeba nagimnastykować, żeby miała sens.

Wydanie

Na sposób wydania książki (bo i tylko ich tyczy się ten punkt) wpływa wiele czynników: oprócz porządnej fabuły i bohaterów, przyjemnego stylu autora, dobrej redakcji i korekty (o kiepskiej korekcie pisałam we wpisie pt. Między ceną a jakością), trzeba by wymienić jeszcze grubość i kolor papieru (nie ukrywajmy, niektóre książki wyglądają trochę, jakby je wydano na papierze toaletowym, boję się w takich przewracać strony, bo mam wrażenie, że zostaną mi w ręce…), ale też grafikę. Niby nie ocenia się książki po okładce, ale o ile przyjemniej trzyma się w dłoni czy na półce fajnie wydany tomik. Biorąc pod uwagę ilość książek, którymi jesteśmy zasypywani co roku (a podobno Polacy tak mało czytają!), jakoś trzeba wybrać to, co kupimy, a ładne okładki skuteczniej przyciągają wzrok. Nie chodzi nawet o grafikę, która jest odpychająca z założenia (horrory itd.), ale o nieudolne sklejenie niepasujących do siebie obrazków w Photoshopie. A można je wydać na tak wiele sposobów – książki Marty Kisiel mają cudownie gotyckie okładki (a w środku dodatkowe ilustracje!), Podatek Mileny Wójtowicz ma włochate napisy (tak, dobrze przeczytaliście, są bodajże z filcu, nie sposób ich nie miziać podczas czytania, to już nałóg!), wiele okładek ma złote napisy, a ostatnio całkiem modny stał się minimalizm, co też pochwalam. Problem w tym, że nie oceniaj książki po okładce wciąż jest aktualne – piękne okładki potrafią być złudne, a przez ignorowanie brzydkich, fajna książka może nam przejść koło nosa.

Marketing

I znów – popkultura otacza nas z każdej strony. Trudno wybrać to, co nas interesuje, spośród tak wielu tytułów, bo nie sposób przeczytać wszystkie opisy świata. Najpierw trzeba zwrócić na daną produkcję uwagę, a żeby to zrobić, trzeba w ogóle wiedzieć o jej istnieniu. Niestety marketingowcy potrafią wbić gwóźdź do trumny jeszcze zanim produkcja zadebiutuje. Jeśli mało kto o niej wie, mało kto po nią sięgnie – zasada prosta jak budowa cepa. Idealnym przykładem jest tutaj Galavant, którego cała promocja opierała się na pokazaniu piosenki z początku serialu zapowiadającej typowo średniowieczną historię miłosną, w której idealny rycerz musi ratować swoją ukochaną, a każdy, kto serial obejrzał, wie, że zabawa zaczyna się dopiero po tej niej.

A na co wy zwracacie największą uwagę?

Reklamy

4 uwagi do wpisu “FABUŁA CZY MARKETING – CO WPŁYWA NA SUKCES?

  1. Wiciokrzew

    Jeśli chodzi o wydanie, to zwróciłabym też uwagę na czcionkę i marginesy. Szczególnie starsze książki mają z tym problem, że nie da się ich otworzyć, a część tekstu jest w miejscu zgniatania strony po otwarciu i wręcz trzeba książkę rozerwać na kawałki, żeby móc ją czytać.

    Lubię to

    1. Masz całkowitą rację. Zupełnie umknęły mi te małe marginesy, bo w nowych książkach to już jest problem, że tak sobie zażartuję, marginalny. ;) Choć w grubszych książkach wciąż trzeba czasem ryzykować złamanie grzbietu, jeśli chce się w miarę wygodnie czytać.

      Lubię to

  2. Tylko co masz na myśli, mówiąc SUKCES? Dochody z danego tworu, jego popularność? Jeżeli dochody i popularność – to oczywiście, że marketing. Ile osób kupiło książki lub obejrzało filmy, o których mówią WSZYSCY? Sama do dzisiaj się na to nabieram.

    Lubię to

    1. Cóż… sukces trudno zdefiniować. Jeśli ze względu na udany marketing kupisz książkę lub obejrzysz film i ocenisz go negatywnie, to z jednej strony zwiększysz jego dochody i teoretycznie zmniejszysz popularność, bo zniechęcisz potencjalnych kupców. Uznajmy więc, że chodzi o coś pomiędzy.
      Nie wiem, czy spotkałaś się z takim podejściem, ale ja często słyszę, że jeśli coś jest dobre (załóżmy, że chodzi o fabułę i bohaterów), to „samo się obroni”, czyli nie trzeba wydawać pieniędzy na marketing, bo ludzie tak czy inaczej będą to sobie polecać. Jest w tym ziarnko prawdy, ale niestety w wielu przypadkach takie polecanki zwiększą popularność tylko w niewielkim stopniu. Jeśli z kolei postawimy na marketing naprawdę słabego dzieła, o którym dużo się mówi, ale zdecydowana większość jest negatywna, to czy można powiedzieć, że odniosło to sukces? To jest bardzo ciekawa sprawa i chyba niedługo o tym napiszę. Dzięki za podpowiedź :)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s