ZMIERZCH MOŻE SIĘ SCHOWAĆ! – RECENZJA HOTARUBI NO MORI E

hotarubi-no-mori-e(źródło)

Jak zwykle z nadejściem lata nieco przydługa lista anime do obejrzenia zaczyna mi ciążyć na sumieniu. Całe szczęście niewielka ilość seriali w sezonie letnim i krótkie sezony anime pozwalają coś z tym fantem zrobić. Póki co Boku no Hero Academia wróciło z drugim sezonem, więc zasysam z pełną mocą (na bloga, jakie to fajne!), odświeżyłam sobie przy okazji pierwszy sezon One Punch Man, bo drugi po prostu MUSI pojawić się niedługo (przedłużające się oczekiwanie podpada już powoli pod tortury!) i przypomniałam sobie o prawdziwej perełce, o której nie sposób nie napisać, zwłaszcza że nadchodzi lato, które odgrywa ważną rolę w animacji.

W Hotarubi no Mori e osobą odpowiedzialną za scenariusz i reżyserię jest Takahiro Omori, powiązany z takimi anime jak: Durarara!! i Natsume Yuujinchou. Oba te anime łączy występowanie pierwiastka nadnaturalnego, całkiem spora rzesza fanów i… to, że w pewnym momencie zwyczajnie mnie znudziły swoją powolną akcją. Animacja teoretycznie krótkometrażowa, bo trwająca 45 minut, wydała się więc dobrą alternatywą, która nie powinna wywołać we mnie ziewania. Och, jakże jej nie doceniłam!

Kilkuletnia Hotaru, spędzając lato na wsi, gubi się w lesie pełnym yōkai. Z pomocą przychodzi jej Gin – tajemniczy nastolatek noszący lisią maskę. Gin jednak ma pewien problem – dotknięcie człowieka sprawi, że zniknie na zawsze. Między tą dwójką nawiązuje się nietypowa przyjaźń, która z każdymi kolejnymi wakacjami nabiera mocy, aż staje się czymś więcej…

Jest to piękna historia, która w ciągu trzech kwadransów zrobiła to, czego nie potrafiły przedstawić wielosezonowe animacje ani autorki Zmierzchu i wszelkich jego popłuczyn. Jeśli nie jesteście na Przeglądzie po raz pierwszy, dobrze znacie mój stosunek do wszelkiej maści romansów, kiedy więc polecam wam coś na romansie oparte, musicie uwierzyć mi na słowo, że jest to po prostu warte uwagi. Przede wszystkim dlatego że pokazuje coś więcej niż głupiutką historię miłosną i robi to niezwykle subtelnie.

W anime mamy tak naprawdę do czynienia z dwójką bohaterów, bo cała reszta pojawia się tylko na chwilę i jest zwykłym dopełnieniem świata (jasne, że Hotaru musi mieć jakichś opiekunów, a w lesie znanym z tego, że jest domem wielu yōkai, raz na jakiś czas powinien się takowy pojawić). Obie postaci nie są zbyt skomplikowane – wręcz przeciwnie, są tak cudownie normalne, że w świecie wypełnionym przez Mary Sue i Garych Stu, nie sposób tego nie docenić. Hotaru to radosne, energiczne dziecko, które wraz z upływem lat zmienia się w sympatyczną nastolatkę – taki japoński odpowiednik dziewczyny z sąsiedztwa: spokojna, ułożona, kulturalna. A Gin to dobry chłopak, któremu nie dano szansy na dorośnięcie, co wbrew pozorom zdarza się na świecie zbyt często (nie chcę wam w tym miejscu spoilerować, więc przemilczę, o co konkretnie chodzi).

Hotarubi no Mori e to niewymuszona historia o dorastaniu i towarzyszącym temu uczuciom, takim jak przyjaźń czy pierwsza miłość – z góry skazana na porażkę. To także opowieść o tęsknocie i samotności, która wynika z braku przynależności. Gin nie należy ani do świata ludzi, ani do świata yōkai i jest tego boleśnie świadom. Choć tęskni za ludźmi, wie, że nigdy nie będzie jednym z nich, chowa więc twarz za maską, starając upodobnić się do demonów, pośród których żyje.

Jako uzupełnienie anime świetnie sprawdzają się śliczne, stonowane krajobrazy i ścieżka dźwiękowa zasłyszana w tle – przede wszystkim odgłosy natury i delikatne melodie grane na pianinie. Animacja jest na naprawdę przyzwoitym poziomie, z czym zazwyczaj mają problem takie niedługie pojedyncze historie. Ba! Jednym z powodów, dla których zdecydowałam się obejrzeć to anime, był poniższy kadr.

mv5bzdi2ogu2mdmtnmexnc00ntcyltk5ywutowm1owzhotkxyziyl2ltywdll2ltywdlxkeyxkfqcgdeqxvynjk4mtm1nzg-_v1_sx1777_cr001777997_al_Ten kadr absolutnie mnie zachwycił i stał się jednym z powodów,
przez które sięgnęłam po anime
(źródło)

Hotarubi no Mori e to słodko-gorzka historia o przyjaźni, niewinnym uczuciu, a także łamiącej serce samotności, która pokazuje, że można stworzyć dobrą opowieść o pierwszej miłości między zwykłą dziewczyną a chłopakiem, będącym czymś ze świata paranormalnego. Ale to właśnie w tej prostocie i subtelności tkwi siła produkcji. Jeśli macie wolną godzinkę, obejrzyjcie tę animację, nawet jeśli zazwyczaj nie oglądacie anime, bo jest tego warta. A potem koniecznie podzielcie się wrażeniami!

Advertisements

4 uwagi do wpisu “ZMIERZCH MOŻE SIĘ SCHOWAĆ! – RECENZJA HOTARUBI NO MORI E

  1. B.

    Tytuł tego wpisu brzmi strasznie sarkastycznie. Nie widzę innego powodu, dla którego ktoś miałby porównywać cokolwiek do Zmierzchu. To znaczy, moja reguła jest taka, że wszystko jest lepsze od Zmierzchu, dopóki nie udowodniono inaczej.

    Lubię to

    1. Niestety „Zmierzch” przez wiele kobiet wciąż jest uważany za idealne paranormal romance i właśnie do tego nawiązuje tytuł. Inna sprawa, że jego jakość pozostawia wiele do życzenia, niemniej jednak wiele popłuczyn pozmierzchowych jest znacznie gorszych. Uwierz, ZNACZNIE gorszych.

      Lubię to

    1. Wiesz, to chyba zależy od tytułów, które się ogląda. Jest naprawdę ogrom gatunków i podgatunków, których osobiście nie trawię. Myślę, że „Hotarubi no Mori e” to właśnie takie anime, które mogłoby ci się spodobać, zwłaszcza że trwa tyle co odcinek amerykańskiego serialu, a jest zamkniętą historią. Oczywiście do niczego nie zmuszam, ale gdybyś chciała dać anime jeszcze jedną szansę, to miej na uwadze ten tytuł :)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s