PRZEGLĄD SERIALOWYCH PREMIER – SEZON JESIENNO-ZIMOWY 2016/2017

Ostatnio zaczyna mi brakować czasu na seriale, co trochę mnie przeraża, bo życie bez nich wydaje się dość smutną perspektywą. Podejrzewam jednak, że jest to problem związany ze śledzeniem kiepskich produkcji, przy których trzyma mnie sentyment, pora więc przetrzebić moje stadko. Na pierwszy ogień pójdą seriale, które premierę miały w sezonie jesienno-zimowym.

FREQUENCY(źródło)

Dość sceptycznie podchodzę zarówno do seriali, które powstają na podstawie filmów, jak i tych, które poruszają wątki związane ze zmianą linii czasowej. Frequency zawierało oba elementy, jednakże stanowiło fajną rozrywkę jako kryminał z wątkiem nadnaturalnym, trochę w miejsce nieodżałowanego Forever (mam wrażenie, że wśród oglądanych przeze mnie seriali zawsze musi się znaleźć choć jeden taki). Na plus zdecydowanie przemawiali nieźle skonstruowani bohaterowie i brak proceduralnych odcinków – wszystko tam toczyło się wokół seryjnego mordercy polującego na pielęgniarki. Na minus – zabawy z czasem trochę za szybko naprawiały ogromne zmiany, jakie zachodziły w życiu głównej bohaterki. Oglądalność była dość niska, więc zamówienie drugiego sezonu graniczy z cudem (ale nie takie cuda już się zdarzały). Jeśli szukacie przyjemnej, wciągającej rozrywki – serial będzie w sam raz dla was, zwłaszcza że twórcy zaserwowali nam w miarę zamknięte zakończenie.

CONVICTION(źródło)

Hayley Atwell i jej relacja z prokuratorem granym przez Eddie’ego Cahilla była jedyną pozytywną cechą tego serialu. Reszta prezentowała się wyjątkowo sztampowo i nijako, zwłaszcza sprawy kryminalne i problemy, z którymi borykali się bohaterowie. Mam nadzieję, że serial nie dostanie zamówienia na drugi sezon, a Hayley Atwell znajdzie dla siebie rolę w lepszej produkcji.

IRON FIST(źródło)

Biorąc pod uwagę kiepskie recenzje, chyba trochę znudzili nam się netfliksowi superbohaterowie. Ja co prawda nie mam Iron Fistowi do zarzucenia nic poza nadmierną schematycznością (ale to niestety problem wszystkich seriali o superbohaterach). Działo się sporo, było dużo akcji, więc serial mogę określić jako całkiem poprawny – w sam raz na zabicie nudy. Inna sprawa, że już chyba żaden serial od Netfliksa nie rozczaruje mnie bardziej niż Luke Cage (recenzja).

LEGION
(źródło)

O, a zachwytów nad Legionem zupełnie nie potrafię pojąć. Z trudem przebrnęłam przez dwa odcinki i nie mogę zmusić się do sięgnięcia po następne. Wszechogarniający chaos to intrygujący zabieg, ale trzeba go umiejętnie przedstawić, tak jak zrobili to twórcy Dirk Gently’s Holistic Detective Agency (recenzja), gdzie przez większość czasu właściwie trudno było się oderwać od ekranu, a jak już okoliczności mnie do tego zmusiły, cały czas tłukło mi się gdzieś z tyłu głowy pytanie „co dalej?”. Legion nie tylko mnie nie zaintrygował, ale też niebotycznie znudził podczas dwóch pierwszych odcinków, wątpię więc, czy sięgnę po następne.

WESTWORLD(źródło)

Za seriale HBO biorę się raczej rzadko, bo ilość niepotrzebnej nagości i scen seksu jest odstręczająca, Westworld to – jak wspominałam przy okazji wpisu o losie statystów – dość pruderyjny serial. Przedstawia interesujące rozważania na temat ludzkiej natury, rozwoju robotyki i tego, czy maszyny stworzone przez człowieka mogą wykroczyć poza to, co zostało zawarte w ich oprogramowaniu. Do tego klimat Dzikiego Zachodu mieszający się z futurystyczną wizją świata, który – mam nadzieję – poznamy lepiej w kolejnych sezonach. Polecam!

RIVERDALE(źródło)

Obecnie adaptacja komiksu, która nie ukazywałaby tragicznych losów superbohaterów w ciasnych strojach, to rzadkość. W Riverdale nie uświadczymy żadnych zjawisk nadnaturalnych, jest za to niewielkie, klaustrofobiczne miasteczko i grupa dzieciaków, która zaczyna węszyć wokół morderstwa popularnego licealisty. Przy okazji na jaw wychodzi dużo brzydkich sekretów, które – zdaje się – posiada dosłownie każdy mieszkaniec. Serial ma fantastyczny klimat i pomimo kilku irytujących bohaterów trudno się od niego oderwać. Polecam!

THE GOOD PLACE(źródło)

Odkrycie roku zdecydowanie wędruje do nietypowego sitcomu z Kristen Bell w roli głównej. Rozpoczął się z przytupem, a zakończył z hukiem rozwalającym bębenki (całe szczęście, że twórcy uparli się na trzynastoodcinkowy sezon, bo dzięki temu udało się pozbyć niepotrzebnych dłużyzn). Co prawda, nie każdy odcinek jest na tym samym poziomie, ale ze specyficznymi serialami już tak bywa. Drugi sezon został już zamówiony, więc z utęsknieniem wypatruję dalszych informacji.

POWERLESS(źródło)

Z tym serialem mam problem: pomysł jest genialny, ale wykonanie już niekoniecznie. Zaczęło się strasznie schematycznie, potem trochę zmieniono kierunek, niemniej jednak serial jest w najlepszym razie poprawny. Śledzę go sobie tylko dlatego, że ma dwudziestominutowe odcinki, a nie zawsze mam czas, żeby włączyć coś dłuższego.

ONE DAY AT A TIME(źródło)

Ostatni już serial w zestawieniu to kolejna pozycja, którą z czystym sumieniem mogę wam polecić. Podobnie jak The Good Place jest to sitcom dość nietypowy, tyle że w zupełnie inny sposób – One Day at a Time opowiada losy wielopokoleniowej kubańskiej rodziny mieszkającej w Stanach Zjednoczonych. A tym, co odróżnia go od całej reszty sitcomów jest odpowiednie wyważenie między humorem a dramatem – czasem zaśmiewamy się do łez, a czasem ze wzruszenia. Twórcy nie bali się poruszania ważnych tematów, a udało im się to zrobić w sposób wyjątkowo taktowny. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam!

Ominęło mnie coś wartego uwagi?

Zapisz

Zapisz

Reklamy

2 uwagi do wpisu “PRZEGLĄD SERIALOWYCH PREMIER – SEZON JESIENNO-ZIMOWY 2016/2017

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s