MARIE BRENNAN – HISTORIA NATURALNA SMOKÓW

historia-smokow

Tak prezentuje się pełna grafika na okładce; prawda, że cudowna?
(źródło)

Moja fascynacja smokami nie powinna być już dla nikogo zaskoczeniem (chyba że jesteś tu pierwszy raz – w takim razie: cześć, jestem Lexi i jestem dumną smokoholiczką!); nie bez powodu książki Naomi Novik opowiadające przygody Temeraire’a i Laurence’a są jednym z moich ulubionych cykli. Mieszanka historii i fantastyki z początku wydawała mi się niezbyt trafnym połączeniem – och, jakże się myliłam! Nic więc dziwnego, że nie mogłam doczekać się premiery Historii naturalnej smoków, której akcja co prawda rozgrywa się w alternatywnym świecie z zupełnie inną historią, ale czasy stylizowane są na epokę wiktoriańską.

Na wstępie wypadałoby zaznaczyć, że nie przepadam za kulturą, w której kobiety pełnią wyłącznie rolę ozdoby mężczyzny, nie mniej jednak Marie Brennan świetnie je odwzorowała. Co więcej, stały się one idealnym punktem wyjściowym do podkreślenia, jak bardzo Izabela nie pasowała do czasów, w których się urodziła, i jak wiele przeszkód musiała pokonać, by stać się światowej sławy badaczką smoków. Choć trzeba przyznać, że gdyby nie wyrozumiali mężczyźni w jej życiu, którzy może nie zachęcali, ale przynajmniej pozwalali jej na specyficzne zainteresowania, niewiele mogłaby zdziałać.

Panie Camherst, Jacobie (…). Pasjonuję się historią naturalną od dzieciństwa. Obawiam się, że nie jest to pasja odpowiednia dla damy, i niewielu mężów na świecie tolerowałoby ją u żony. Nie wiem, czy byłbyś jednym z nich. Wiem jednak przynajmniej, że masz bibliotekę dzieł na ten temat, i miałam nadzieję, że wolno mi będzie z niej korzystać.

Jacob popatrzył na mnie ze zdumieniem.

Pragniesz mnie dla mojej biblioteki.

To zdanie, powiedziane tak bez ogródek, zabrzmiało śmiesznie.

Och… nie chciałam cię obrazić…

Tym razem zaśmiał się swobodniej.

To najdziwniejsza obraza, jaka mnie spotkała, jeśli w istocie tak bym to nazwał (…).

Z Izabelą łączy nas zainteresowanie smokami, dlatego podobało mi się naukowe podejście do tematu – chęć wyjaśnienia biologii czy zwyczajów smoków. Przyznam szczerze, że marny byłby ze mnie naukowiec, bo ja nie zdecydowałabym się zabić i pokroić żywej istoty, nawet dla dobra nauki, aczkolwiek Izabela nie miała z tym problemu, jak na badacza przystało. Nie mniej jednak traktowanie smoków jak zwierząt – fascynujących, ale jednak zwierząt – to prawdziwy powiew świeżości w dobie mody na ich ujeżdżanie lub zabijanie jako wysłanników Wielkiego Zła. Wolę co prawda smoki jako inteligentne stworzenia, ale ze względu na wyjątkowość książki mogę przymknąć na to oko.

Powieść pisana jest w formie pamiętnikarskiej, co okazało się kolejnym świetnym wyborem. Z jednej strony towarzyszymy młodziutkiej Izabeli, która dopiero rozpoczęła swoją przygodę – jest naiwna i zarozumiała, jak przystało na panienkę z dobrego domu, z drugiej – czytamy komentarze dotyczące jej zachowania wygłoszone przez dojrzałą kobietę, jaką się stała. Trudno więc znielubić bohaterkę, nawet gdy popełnia głupie błędy. To naprawdę dobry wybieg literacki.

Co więcej, forma pamiętnikarska pozwoliła na jeszcze jeden fascynujący zabieg – Lady Trent często odwołuje się do swoich poprzednich publikacji, a także zamieszcza cudowne ilustracje, co wywołuje wrażenie realizmu i przez chwilę pozwala uwierzyć w to, że Izabela – i smoki! – żyją gdzieś za siódmą górą i za siódmą rzeką. Z wszelkich ilustracji najpiękniejsza jest jednak okładka – nie tylko przyjemna dla oka, ale również idealnie odzwierciedla treść książki.

Jedynym, co mogę zarzucić autorce, jest to, że całkowicie skupiając się na postaci Izabeli, zaniedbała nieco pozostałych bohaterów. Nie chodzi o to, że są schematyczni albo niesympatyczni, po prostu poświęcono im za mało uwagi, byśmy dowiedzieli się o nich czegoś więcej. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach, zostanie to naprawione.

Czy polecam? Tak, tak i jeszcze raz tak! Historia naturalna smoków jest niezwykle wciągającą i odświeżającą lekturą, zarówno pod względem dość mało wyeksploatowanej tematyki, jak i sposobu narracji. Jeśli kolejne tomy utrzymają poziom, Pamiętniki Lady Trent trafią na listę moich ulubionych cykli. Dobrze się składa, bo już niedługo zostanie wydany ostatni tom Temeraire, a nie ma nic gorszego niż niezaspokojony smoczy głód (zapytajcie Izabelę!).

Owce jedzą trawę, wilki jedzą jelenie, a smoki pożerają wszystko, co nie ucieka wystarczająco szybko.

Cytaty pochodzą z Historii naturalnej smoków Marie Brennan.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s