ANETA JADOWSKA – HEKSALOGIA O DORZE WILK

dora(źródło)

Cykl o przygodach Dory Wilk obił mi się o uszy już kilkakrotnie i zazwyczaj szedł w parze z dobrymi opiniami. Ostatnio czytałam o nim przy okazji premiery Akuszera Bogów, czyli swego rodzaju spin-offa, bo to, co rozpoczęła panna Wilk rozrosło się w twór znany jako Thorn Universe, na który na razie składa się dziesięć książek (a będzie ich więcej). Mamy więc samą Heksalogię, zbiór opowiadań Ropuszki, Szamańską Serię składającą się na razie z pierwszego tomu i dwa kolejne z cyklu o Nikicie. Póki co udało mi się przeczytać Heksalogię i Ropuszki jako uzupełnienie, a Szamański blues dopiero zaczęłam. No to co, gotowi?

Główną bohaterką cyklu jest Dora Wilk – policjantka i wiedźma albo wiedźma i policjantka; trudno stwierdzić, co w jej przypadku jest ważniejsze. Z jednej strony o swoim magicznym dziedzictwie dowiedziała się stosunkowo późno, z drugiej, jak już przeszła odpowiednie szkolenie, magia zdecydowanie pomogła jej rozwiązywać tajemnicze przestępstwa. Choć Dora mieszka w Toruniu, bardzo dużo czasu spędza w Thornie, czyli alternatywnej wersji Torunia, gdzie żyją anioły, diabły i wszelkie stworzenia magiczne, jakie przyjdą wam do głowy. Tam też nagle przydaje się jej policyjne doświadczenie, gdy dochodzi do serii porwań. W śledztwie pomagają jej przyjaciele: diabeł Miron i anioł Joshua.

Trzeba przyznać, że książki czyta się bardzo przyjemnie, a ich największą wadą jest główna bohaterka. Sięgając po tę serię, spodziewałam się kryminału w otoczeniu fantastycznym z silną, zadziorną postacią kobiecą. Co dostałam? Typowe paranormal romance ze sprawą kryminalną w tle i jedną z największych Mary Sue w polskim fantasy.

Anecie Jadowskiej udało się stworzyć całą gamę sympatycznych postaci, odrobinę przesadzonych, bo wszyscy są zdecydowanie zbyt piękni, zbyt zadziorni i zbyt potężni. A z nich wszystkich najbardziej przesadzona jest sama Dora (zaczęło się przyzwoicie, ale im dalej w las, tym ciemniej). Miałam nadzieję, że skoro bohaterką nie jest nastolatka z fiu-bździu w głowie, tylko policjantka z wieloletnim doświadczeniem będzie trochę bardziej sensownie, niestety Dora to przykład typowej Mary Sue: tak piękna, że nikt nie może się jej oprzeć, posiada dwie sprzeczne linie magiczne, co ponoć jest niemożliwe, sarkazm oczywiście sączy się ze wszystkich porów jej ciała, a zdolności detektywistycznych pozazdrościłby jej sam Sherlock Holmes. [SPOILER] Pod koniec tomu pierwszego dodatkowo wchłania moce porwanych istot, których nie udało się uratować, a w kolejnych częściach staje się częścią triumwiratu z diabłem i aniołem, więc się „przeaniela” i „przediabla”, odkrywa, że nawiedza ją jej praprababka Faoiliarna – Królowa Wilków, bogini właściwie, zostaje alfą wilczego stada, matką dwóch wampirów, najlepszą kumpelą wielkiego i strasznego Karmazynowego Księcia demonów, jak również byłego bóstwa Baala i Anioła Zagłady będącego straszakiem na pozostałe anioły Abaddona. A to chyba nie wszystko [KONIEC SPOILERA].

Z bohaterami problem jest zasadniczy: choć są naprawdę sympatyczni, to w dużej mierze służą temu, by pokazać nam, jak niesamowita i wyjątkowa jest Dora. Przez sześć książek przewija się ich tylu, że w pewnym momencie zaczynamy odczuwać niedosyt, bo co prawda przytoczono nam ich historię, ale pojawili się może ze dwa razy, jak Katia – najlepsza przyjaciółka Dory. Co prawda, gdy już nauczy się człowiek ignorować te zachwyty nad bohaterką, całkiem łatwo ulec całej reszcie, bo są wyjątkowo uroczy, jak Baal, który nie lubi widoku swoich stóp w skarpetkach czy będący niezwykle troskliwym ojcem Leon.

Świat przedstawiony jest bardzo ciekawy, widać, że autorka dobrze obmyśliła zasady w nim panujące i postanowiła wykorzystać jego potencjał, pisząc książki o bohaterach pobocznych. Niestety na dłuższą metę Toruń, Thorn i Trójprzymierze zamiast tętnić życiem wydają się być kolejnym tłem dla panny Wilk. Naprawdę trudno pozbyć się wrażenia, że Dora nie jest jedną z wielu części świata, wręcz przeciwnie – świat został stworzony dla niej. Co zdaje się potwierdzać fakt, że Dora jest jedyną kobietą, której de facto poświęca się uwagę, reszta stosunkowo rozwiniętych postaci to kotłujący się wokół niej mężczyźni.

Czy polecam? Jeśli przymknąć oko na niedociągnięcia, Heksalogia o Dorze Wilk sprawdza się świetnie jako guilty pleasure – lekka historyjka z sympatycznymi facetami walczącymi o względy tej wyjątkowej pod każdym względem kobiety (trochę jak reverse harem w anime). Jeżeli dostajecie ataku przy momentach ekstremalnego marysuizmu, lepiej dajcie sobie spokój. Na pewno sięgnę jeszcze po serię o Nikicie, bo zbiera dobre opinie i całkiem możliwe, że wbrew temu, co napisałam, wrócę czasem do przygód Dory na rozjaśnienie jakichś ponurych jesienno-zimowych wieczorów, gdyż na dobrą sprawę nie żałuję, że sięgnęłam po tę serię, choć gdyby stonować nieco postać głównej bohaterki cykl byłby znacznie lepszy.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s