MARTA KISIEL – CYKL DOŻYWOCIE

Podobno Dożywocie Marty Kisiel w niektórych kręgach uznaje się już za kultowe, ja wpadłam na nie dopiero po premierze długo wyczekiwanej kontynuacji Siła niższa. I wiecie co? Przepadłam, alleluja!

dozywocie

Dożywocie opowiada o losach Konrada Romańczuka, który dostaje w spadku po tajemniczym krewnym dom na totalnym zadupiu. Lichotka, która miała być dla niego pisarską przystanią, okazuje się zaniedbaną nieruchomością z gotycką wieżyczką i lokatorami nie z tego świata. Dosłownie. Wśród dożywotników znajduje się Licho, czyli anioł stróż z alergią na pierze z własnych skrzydeł i obsesją na punkcie sprzątania, Krakers – pradawny potwór morski i zło wcielone, jak również mistrz robienia faworków, Szczęsny – widmo romantycznego poety z permanentną depresją, zgraja utopców i kotka Zmora. A to tylko początek, bo to zacne grono dość szybko się powiększa.

Biorąc pod uwagę, że miejscem akcji Dożywocia i Siły niższej jest w obu przypadkach domek pośrodku niczego, moglibyśmy chyba uznać, że najlepiej dobranym gatunkiem byłoby rural fantasy, choć ja podobne utwory na własny użytek nazywam obyczajkówkami magicznymi, gdzie bohaterowie mierzą się po prostu z codziennością, tyle że dość niezwykłą – nie muszą ratować świata, czas płynie niespiesznie, a całość opiera się na lekkim stylu autorki i przesympatycznych bohaterach. Właściwie w Dożywociu trudno doszukiwać się głębszej fabuły, skoro wszystko toczy się wokół Konrada przyzwyczajającego się do nowej, nadnaturalnej rzeczywistości i akceptowania całej tej rozbrykanej zgrai (jak na powieść obyczajową przystało). Nie dajcie się jednak zwieść pozorom, bo książki pod żadnym pozorem nie można nazwać nudną! Toż to prawdziwa skarbnica haseł i pokręconych pomysłów, w dodatku świetnie napisana, bo Marta Kisiel ma niesamowity, niewymuszony styl, który bardzo dobrze sprawdza się w przypadku żartobliwych opowieści.

4177031695

Kontynuacja utrzymana jest w podobnym, choć nieco poważniejszym tonie: Konrad zaakceptował już swoją gromadkę i – jak na odpowiedzialnego tatusia przystało – pogrążył się w pracy (bo cuda cudami, ale pieniądze nie manna i z nieba nie spadają), czym tylko unieszczęśliwił dożywotników. W Sile niższej szanowna ałtorka nie sypie żartami i złotymi myślami z rękawa, pokazuje za to nieco doroślejsze oblicze dożywotników z wszelkimi obowiązkami i smutkami. Nie znaczy to wcale, że żarty się nie pojawiają, wręcz przeciwnie – Siła niższa to świetna kontynuacja, bo nie tylko udało się utrzymać podobny klimat, ale także rozwinąć bohaterów i to w dość nieschematyczny sposób. Sile niższej zawdzięczamy również pewne zmiany w składzie postaci, dzięki czemu poznaliśmy między innymi Turu Brząszczyka – wikinga o złotym sercu i cudownie polsko brzmiącym nazwisku, a także anioła stróża numer dwa – upierdliwego Tsadkiela, który działa wszystkim na nerwy bardziej niż Szczęsny.

Jako uzupełnienie powieści świetnie sprawdzają się fantastyczne ilustracje, które bardzo dobrze oddają specyficznego ducha książek Marty Kisiel (na fanpejdżu jako Kisiel z Kłulika). Za rysunki w pierwszej części odpowiada Elwira Pawlikowska, z kolei autorem prac w kontynuacji jest Sebastian Skrobol.

Podobno opinie na temat cyklu są różne, choć ja trafiam tylko na te pełne zachwytów. I nieśmiało dołączam do tego grona, bo co z tego, że dużo się nie dzieje, skoro książki są tak cudownie zabawne, postaci tak uroczo zakręcone, a poczucie humoru trafia prosto do mojego serduszka?

Zapisz

Zapisz

Reklamy

4 uwagi do wpisu “MARTA KISIEL – CYKL DOŻYWOCIE

  1. Wiciokrzew

    Z książek tej autorki jest jeszcze w dość podobnym stylu, ale z większą ilością fabuły „Nomen Omen”.
    W „Dożywociu” zakochałam się od przeczytania opisu na okładce, a każda strona sprawiała, że uwielbiałam tę książkę coraz bardziej.
    Za to w walentynki byłam w bibliotece. A tam akurat „Siła niższa” była. No i w tej chwili już ta sama „siła niższa” jest u mnie i zachwycam się opisami wypraw do Tesco.

    Z samego wpisu: ” niesamowity, niewymuszony styl” – doświadczenie uczy, że taka niesamowitość i niewymuszoność jest efektem pisania, poprawiania, czytania i znowu poprawiania. A potem odesłania komuś do poprawienia i odkrycia, że połowa złośliwości musi przenieść się gdzieś indziej bo dialog wydaje się być przeciągany. :(

    Lubię to

    1. Czytałam,jest co prawda więcej fabuły, a główna bohaterka wreszcie zakochuje się w niepozornym facecie, ale „Nomen omen” jakoś mniej przypadł mi do gustu niż „Dożywocie” i „Siła niższa”, no i styl wydaje się tam bardziej wymuszony :)
      Jaki cudowny prezent dla samej siebie na walentynki <3

      Oczywiście, że tak, co nie zmienia faktu, że liczy się efekt, jaki wywołuje, czyli że styl świetnie pasuje do tonu książki :)

      Lubię to

    1. Gorąco polecam! „Dożywocie” i „Siłę niższą” czyta się niezwykle przyjemnie. Raczej rzadko zdarza mi się uśmiechać podczas czytania albo oglądania, ale tutaj uśmiech prawie nie znikał mi z twarzy :)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s