7 RZECZY, KTÓRE AUTORZY ROBIĄ ŹLE, TWORZĄC WĄTEK ROMANTYCZNY

Grumpy Lexi przy kolejnym źle napisanym wątku romantycznym
(źródło)

Na pewno zauważyliście już, że często narzekam na wątki romantyczne: nie tak dawno temu napisałam o kobiecym kompleksie niższości, trochę wcześniej o schematach w romantycznych dramach, a i przy okazji wielu recenzji napomykałam, że lepiej byłoby sobie romans darować, bo tylko przeszkadza w odbiorze całości. Choć trudno w to uwierzyć, nie robię tego z wrodzonej złośliwości, ale dlatego, że wątki tego rodzaju traktuje się po macoszemu, byle tylko odhaczyć odpowiedni punkt na liście obowiązkowych kwestii do poruszenia w bestsellerze.

Jeśli czytaliście kiedyś fanfiki, na pewno zauważyliście, że zazwyczaj romans gra tam pierwsze skrzypce (często jedyne), zwłaszcza, kiedy mamy do czynienia z początkującymi ałtorkami (nie osądzam, sama zaczynałam od fanfiction, choć dla mnie najważniejsze było, żeby moje bohaterki miały wypasione moce i nieszczęśliwe dzieciństwo – w końcu to idzie w parze, nie?). Można by zatem pomyśleć, że napisanie romansu jest banalnie proste. Nic bardziej mylnego! Stworzenie dobrego wątku romantycznego wymaga długiego planowania, doświadczenia pisarskiego i najlepiej wielu kuksańców od zaprzyjaźnionego czytelnika, który nie boi się powiedzieć „jest do dupy, napisz to od nowa”.

Jakie są główne grzechy, które popełniają pisarze i scenarzyści?

Po pierwsze: schematyczność.

W tej kwestii przodują młodzieżówki i dramy. Jeśli jeszcze raz trafię na książkę, w której nieśmiałe, zahukane nastolatki przeprowadzają się do nowej miejscowości, gdzie poznają superprzystojniaka, do którego wzdychają co drugą stronę, albo dramę, w której za jednym ciachem pojawia się następne i zaczynają walczyć o „brzydulę”, to mózg wypłynie mi uszami.

Po drugie: grafomania.

Jak wspomniałam we wstępie, za romans często biorą się osoby początkujące, przez co kobieta i mężczyzna, starzec i dziecko, człowiek i istota fantastyczna brzmią, myślą i zachowują się niemal tak samo (o ile za fanfiki się nie płaci, o tyle za książki owszem, i to niemałe pieniądze, nic więc dziwnego, że wymagam od nich nieco wyższego poziomu). Przykładowo: bardzo lubię tworzenie bohaterów w myśl zasady „kto się czubi, ten się lubi”, bo towarzyszą temu fajne, żywe dialogi, problem w tym, że pisanie ich tak, by brzmiały naturalnie, jest bardzo trudne i nie każdy sobie z tym radzi. A wymuszone obelgi i nietrafne riposty czytam, zgrzytając zębami.

Po trzecie: przesada.

Ten punkt jest pośrednio powiązany z poprzednim i tak naprawdę można pod niego podciągnąć wiele rzeczy. Choćby miłość od pierwszego wejrzenia, pompatyczne nazewnictwo, perfekcję bohaterów, ich supermoce albo nieadekwatne zachowanie do sytuacji (trzeba w końcu podkreślić, jak wiele są w stanie poświęcić w imię miłości)…

Po czwarte: narrator pierwszoosobowy.

Romanse (zwłaszcza w literaturze młodzieżowej) zwykło się pisać w pierwszej osobie, co teoretycznie ma sens, bo pozwala na lepsze przedstawienie emocji bohaterki. Praktycznie jednak służy podkreślaniu cudowności Tego Jedynego i wygłaszaniu przemyśleń o niczym, bo – wbrew pozorom – narracja pierwszoosobowa wcale nie jest prostsza od trzecioosobowej. Skłaniam się raczej ku wersji, że jest trudniejsza – trzeba stworzyć intrygującego bohatera i rozdzielić wiedzę autorki od ograniczonego spojrzenia postaci (a to w romansach często stanowi problem).

Autorzy powinni inspirować się Megarą
(źródło)

Po piąte: nudni bohaterowie.

Jeżeli w książce występują nieciekawi bohaterowie, nieistotne jak fantastyczna byłaby fabuła czy świat przedstawiony, trudno śledzić ich losy z zapartym tchem. A romans ma przecież poruszać, wywoływać emocje, sprawiać, że będziemy z niecierpliwością przebierali nogami w oczekiwaniu na następną scenę. Na przykład o tym, jak powinna wyglądać i zachowywać się typowa bohaterka w anime pisałam tutaj.

Po szóste: chemia.

To właściwie uzupełnienie poprzedniego punktu, bo nawet jeśli bohaterowie są sympatyczni, ale nie ma między nimi żadnej chemii, to w ich związek trudno uwierzyć. Wbrew pozorom zdarza się to nie tylko nowicjuszom – wystarczy rzucić okiem na przykład Rona i Hermiony. Ich przyjaźń była dość naciągana od samego początku – on uważał ją za mądralę, ona go za lenia, a razem trzymali się chyba tylko dzięki Harry’emu. Podobnie sprawa miała się w przypadku Telli i Guya z cyklu Ogień i woda, gdzie nagle okazało się, że mają do siebie jakieś uczucia (zupełnie bez powodu, warto dodać). Nie wspomnę już nawet o Paige i Namiestniku z Czasu Żniw – ich związek przypominał coś na kształt relacji opiekun-podopieczna, aż ni z tego, ni z owego zaczęli się całować.

Wiecie, kiedy autor może odetchnąć spokojnie? Kiedy jego czytelnicy shippują postaci jak szaleni. To oznacza, że chemii jest pod dostatkiem, a fani doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Po siódme: dama w opałach.

Mamy XXI wiek i dużo mówi się o związkach partnerskich, dlaczego więc w romansach kobiety ciągle pełnią rolę dam w opałach? Dlaczego nigdy nie dorównują facetom? Jeszcze gorzej – dlaczego zaradne babki tracą wszystkie instynkty samozachowawcze zaraz po poznaniu Tego Jedynego? O braku partnerstwa wśród bohaterów i niedorzecznych oczekiwaniach nastolatek z niego wynikających napisałam niedawno osobny wpis.

Każdy powód jest dobry na wrzucenie do wpisu smoka ;)
(źródło)

Dopóki autorzy popełniają wciąż te same błędy, trudno winić ludzi patrzących z góry na romans jak na gorszy gatunek. Co jest trochę nie w porządku, bo – jak w każdym gatunku – znajdzie się dobrych i złych przedstawicieli.

A co wy sądzicie o romansach i wątkach romantycznych? Lubicie? A może – tak jak mnie – zazwyczaj nie przypadają wam do gustu?

Zapisz

Advertisements

16 uwag do wpisu “7 RZECZY, KTÓRE AUTORZY ROBIĄ ŹLE, TWORZĄC WĄTEK ROMANTYCZNY

    1. Dokładnie. O tym typie bohaterki pisałam we wpisie „Mój ci on (…)”. Nie ma nic gorszego niż bohaterki irytujące swoją nijakością, która zdaje się działać na okoliczne ciacha jak magnes.

      Lubię

  1. Wiciokrzew

    Ja tam lubię dobrze poprowadzone wątki romantyczne. Z drugiej strony irytują mnie niektóre sceny typu „świat się wali, ale musimy się jeszcze pocałować, zamiast zwiewać stąd jak najdalej”.

    A fanfiki romantyczne z OC całkiem przyjemnie się pisuje. :D Najczęściej jeszcze komediowe. Ewentualnie do szafy (te z cyklu: szybko, szybko, zanim dotrze do nas że to nie ma sensu).

    Lubię

    1. Jeśli wątek romantyczny jest dobrze poprowadzony, to nie mam nic przeciwko niemu, czasem nawet (o zgrozo!) potrafi mi się spodobać ;) Niestety ogromna ilość tych wątków powstaje na zasadzie „kopiuj-wklej-zmień imiona”, a paranormal romance zbyt często określa się jako „fantasy”, co potrafi zmylić (choć opisy często nie pozostawiają złudzeń, wspominając o „tajemniczym przystojniaku”; mimo wszystko nadzieja matką głupich xD).

      Ależ oczywiście! Od pisania/czytania fanfików z HP i Shaman Kinga zaczęłam nawet ślepnąć xD

      Lubię

      1. Wiciokrzew

        Jej! Też pisałam fanfiki do Króla szamanów! Nawet szybciej niż do HP, bo w świat fandomów weszłam przez anime (Pottera też czytałam, ale jakoś nie byłam wtedy zainteresowana pisaniem/czytaniem fanfików).

        Lubię

        1. Ha! Fani fandomów łączcie się! Ze mną było dokładnie tak samo, 6 klasa podstawówki, szał na SK i miliony fanfików. A potem anime się skończyło i wyszła nowa część HP, więc trochę przerzuciłam się na ten drugi fandom.
          A co pisałaś? Może czytałam?

          Lubię

          1. Wiciokrzew

            To było tak dawno i tak marnie napisane, że staram się do tego nie przyznawać już… Takie standardowe opowiadanie z główną bohaterką, która jest superpotężna i tak dalej. W sumie najbardziej pamiętam to, że jak pisanie mi się znudziło, to ubiłam połowę obsady a główną bohaterkę wysłałam na inny kontynent, skąd więcej nie utrzymywała kontaktu z resztą bohaterów (z tego zabiegu jestem wręcz dumna).

            Lubię

            1. Haha, mam tak samo. Marnie napisane, to jeden, straszne Mary Sue, to dwa ;) Tylko że jak mnie się znudziło, to rzucałam opowiadanie w cholerę albo wpadałam na inny pomysł i pisałam je od nowa ;)

              Lubię

              1. Wiciokrzew

                Ale mimo wszystko, uważam, że dużo się nauczyłam. Na przykład nie robić tyle błędów ortograficznych (niech żyje słownik w wordzie).
                A skłonność do ocierających się o marysuizm bohaterek mam do dzisiaj (dalej uważam, że postać która jest przekonana, że wie co robi jest mniej irytująca od tej której głównym zajęciem jest wzdychanie do ukochanego i bycie ratowaną) i ciężko pracuję żeby stworzyć im bardziej skomplikowany charakter. No i jednak celuję bardziej w gatunek przygoda/komedia.

                Lubię

                1. Pewnie, że tak! Grunt to pisać, nieważne co, byle ćwiczyć – styl się polepsza, błędów robi się mniej, a jak jeszcze czyta się przy okazji dużo, to wyłapuje się schematy i można próbować ich unikać ;)
                  Myślę, że postać, która wie, co robi, nie jest jeszcze marysujką (choć ludzie często im to zarzucają – pisałam o tym tutaj: https://przegladpopkultury.wordpress.com/2017/01/06/moj-ci-on-taki-piekny-czyli-kobiecy-kompleks-nizszosci/), bardziej chodzi o to wyjątkowe piękno, moc pojawiającą się raz na tysiąc lat albo jeszcze rzadziej, facetów, którzy nie mogą od niej oczu oderwać itd.

                  Lubię

  2. Osobiście bardzo lubię wątki romantyczne, ale muszą mnie w jakikolwiek sposób ruszać, nie nudzić. Mówisz: „najlepiej wielu kuksańców od zaprzyjaźnionego czytelnika, który nie boi się powiedzieć „jest do dupy, napisz to od nowa”.” Sama również trochę piszę (głównie młodzieżówki) i zawsze mi tego okrutnie brakowało. Wszyscy tylko klepią po główce i od biedy wypominają literówki.

    Lubię

    1. No właśnie o to chodzi, że wątek romantyczny może być napisany dobrze, ale większość bestsellerów pod tym względem kuleje.
      Prawda! Inna sprawa, że nie sposób wszystkich zadowolić ;)

      Lubię

  3. Zaczytany glonek

    Zwykle również pomstowałam na wątki romantyczne w młodzieżówkach reagując na nie tekstem typu: bomby spadają, przyjaciel za 3 s wyleci w powietrze, a oni akurat będą sobie patrzeć głęboko w oczy. No proszę. A tu niespodziewanie znalazłam fajny wątek romantyczny ostatnio! Naprawdę dobrze napisany :D Lubią się, czubią – przy ich przekomarzaniach śmiałam się nie raz, nienawidzą, ale coś ich ciągnie do siebie :D Udają, że tak naprawdę nic, ale w ogień by za sobą skoczyli, a nowe uczucie otwiera im oczy na parę rzeczy :) I są rzeczy ważniejsze niż całowanie i roztkliwianie się jaka ona śliczna, np. przyjaciel w tarapatach czy wróg depczący im po piętach :D Normalna relacja z wieloma zwrotami akcji i falowaniem uczuć, niniejszym przedstawiam „Prawdodziejkę”! Brawa dla tej młodzieżówki :)

    Lubię

    1. O! Świetnie się składa, bo „Prawdodziejkę” mam i przeczytam, jak tylko zmniejszę stosik biblioteczny. ;)
      Z dobrze napisanych wątków romantycznych polecam „Kroniki Belorskie” Olgi Gromyko i „Angelfall” Susan Ee.

      Lubię

      1. Zaczytany glonek

        Dzięki za polecenie „Kronik” :) „Angellfall” czytałam i rzeczywiście tam też było nieźle :D Ogólnie ta seria jest dobra :D

        Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s