NIE TAKI CUDOWNY TEN NOWY POCZĄTEK – RECENZJA ARRIVAL

(źródło)

Na temat Arrival (Nowy początek) nasłuchałam się nie tyle dobrych rzeczy, co samych zachwytów. Na Rotten Tomatoes film otrzymał 94% pozytywnych opinii, na Metacritic – 81, na Mediakrytyku – 8.1. Zachwycali się widzowie, zachwycali się krytycy, tylko ja do tej pory nie potrafię zdecydować, czy mi się podobało, czy może jednak nie.

Kosmici przybyli w dwunastu statkach, które rozrzucili losowo nad całym światem. Niby nic wielkiego, bo w Hollywoodzkich produkcjach widzieliśmy to już nieraz. Tym, co odróżnia Arrival od reszty wysokobudżetowych produkcji, jest podejście do załatwienia sprawy. Bo kosmici o dziwo nie atakują, tylko próbują nawiązać kontakt. Problem w tym, że trudno się z nimi porozumieć ze względu na ich skomplikowany język. Wojsko postanawia więc wezwać lingwistkę, która staje przed ogromnym wyzwaniem – znalezienia sposobu na komunikację z obcymi.

Ten pomysł uważam za wprost genialny! Dość mam już ciągłego wrzeszczenia generałów, konfliktów zbrojnych i naukowców, których zaprasza się z grzeczności, przy okazji elokwentnie (albo i nie) informując ich, gdzie mogą sobie swoje zdanie wsadzić. Arrival jest wyjątkowy z kilku względów, głównie tyczy się to samych kosmitów, kontaktu z nimi i głównej bohaterki.

Cieszy mnie, że kosmici tak bardzo różnią się od ludzi – wielkością, postacią, sposobem porozumiewania się – ponieważ pozwoliło to na fantastyczną konfrontację jednych z drugimi. Wystarczy wmawiania nam, że przybysze z obcych planet mają tylko inny kolor skóry, kształt uszu albo pokryci są tatuażami. To samo dotyczy zresztą ich zachowania, zwyczajów czy choćby języka, którym się posługują – niby jest inny, ale jakże podobny: składający się ze słów, które składają się z – o ironio! – liter naszego alfabetu. Również statki znacząco różnią się od tych zazwyczaj serwowanych nam przez Fabrykę Snów – są milczącymi, chłodnymi monolitami, które na myśl przywodzą jakąś pradawną potęgę, a nie spodkami o miliardzie tandetnych światełek. W ogóle wszystkie sceny związane z kosmitami pięknie podkreślają minimalizm obrazu, wewnętrzną elegancję, którą posiadają kosmici (choć wyglądem przypominają Cthulhu, co też mogło wpłynąć na mój odbiór). Sceny z ludźmi to doskonały kontrast – ludzie drepczą w miejscu, denerwują się przybyciem obcych, niczym mrówki oczekujące na rozgniecenie przez ogromny but. Najbarwniejszym punktem filmu były próby porozumienia się z kosmitami. Naukowość, z jaką Louise (bohaterka grana przez Amy Adams) podeszła do tematu, była wprost niesamowita. Bardzo ładnie pokazano też trudności z komunikacją, nie tylko na linii człowiek-kosmita, ale także człowiek-człowiek.

(źródło)

Niestety, w momencie, gdy doszło do przełomu i zaczęliśmy się nawzajem wstępnie rozumieć, akcja przyspieszyła, na czym bardzo ucierpiała jakość filmu. To, co nastąpiło później można opisać schematem, skądinąd świetnie znanym z pozostałych produkcji, według których wojskowi przestają słuchać naukowca, a naukowiec ryzykuje wszystko i ostatecznie w pojedynkę ratuje dzień. Przejście z etapu „jakoś się rozumiemy” do etapu „wszystko jest jasne” było zbyt szybkie. Wielu kwestii nie wyjaśniono – dlaczego kosmici upierali się, że są tylko jednym z dwunastu statków, skoro ostatecznie nie miało to znaczenia? Co takiego ważnego Louise powiedziała chińskiemu generałowi? Po cholerę wciśnięto tam romans, który jak zwykle pasował jak pięść do nosa? Mam wrażenie, że jak zwykle próbowano poruszyć zbyt wiele kwestii (scen z córką było za dużo!), przez co zabrakło czasu na porządne rozwinięcie wszystkich wątków. Owianie nutką tajemnicy przybycia kosmitów sprawdziło się dobrze na początku, ale na końcu działało już na nerwy. Jasne, możemy dopowiedzieć sobie wszystko po swojemu, ale nie sztuka olać kilka ważnych kwestii, udając, że to wszystko pozostawia się interpretacji widza. Taki wybieg zazwyczaj wywołuje u mnie podejrzenia, że scenarzyści nie wpadli na dobry pomysł, liczyli więc na inwencję widzów. No i to przesłanie „musimy się zjednoczyć” wyszło im bardzo topornie.

Jak widzicie, mam dość mieszane uczucia względem Arrival. Z jednej strony pomysł na przedstawienie lingwistycznych zmagań w kontakcie z kosmitami, jak i samych kosmitów, uważam za fantastyczny, z drugiej – pozostawiono nas z dużą dozą niedopowiedzeń, co mnie osobiście zawsze denerwuje.

Zapisz

Reklamy

10 uwag do wpisu “NIE TAKI CUDOWNY TEN NOWY POCZĄTEK – RECENZJA ARRIVAL

  1. B.

    No proszę, co za zbieg okoliczności. Kilka dni temu, gdy tylko w sieci pojawiła się wersja filmu o względnie dobrej jakości, postanowiłem go w końcu obejrzeć.

    I muszę przyznać, że mam mały problem z jego oceną. Jest tak przede wszystkim dlatego, że gdziekolwiek pojawia się zagadnienie związane z czasem, jego postrzeganiem, nieliniowością, podróżowaniem w czasie, przeznaczeniem, wolną wolą i tak dalej, to film dotaje automatycznie +2 do oceny, niezależnie od tego jak dobry jest. Przepraszam, po prostu tak mam. A Arrival przedstawił to wszystko w sposób niezwykle świeży, przynajmniej dla mnie.

    Zalety wymieniłaś chyba wszystkie, poza muzyką. Film ma naprawdę dobrą ścieżkę dźwiękową. Z wad dorzucę Jeremy’ego Rennera, ja tego gościa po prostu nie trawię. Nigdzie mi nie pasuje.

    Przejdźmy do tego, co napisałaś:

    >Niestety, w momencie, gdy doszło do przełomu i zaczęliśmy się nawzajem wstępnie rozumieć, akcja przyspieszyła, na czym bardzo ucierpiała jakość filmu. (…) Przejście z etapu „jakoś się rozumiemy” do etapu „wszystko jest jasne” było zbyt szybkie.
    Przypominam, że od „jakoś się rozumiemy” do „wszystko jest jasne” minął miesiąc. Louise i jej zespół odkryli, że najlepszym sposobem komunikacji z obcymi będzie poznanie ich pisma, a w samym filmie pokazano w jaki sposób wyglądała ich praca. Nie widzę więc powodu dla którego twórcy mieliby pokazywać wszystko, co działo się przez ten miesiąc. Ale zgadzam się z tym, że to „przejście” było trochę niezgrabne.

    >Co takiego ważnego Louise powiedziała chińskiemu generałowi?
    „Powiedzmy, że jestem w stanie spojrzeć w przyszłość, za 18 miesięcy przekażesz mi ostatnie słowa swojej umierającej żony, które brzmią X. No i zapomniałabym – nie atakuj kosmitów”… czy coś w tym stylu. Nic w filmie nie sugerowało, żeby było to coś innego.

    >Po cholerę wciśnięto tam romans, który jak zwykle pasował jak pięść do nosa?
    Tyle tam tego romansu co pies napłakał. Chyba, że cały wątek z córką traktujesz jako część „romansu”.

    >Mam wrażenie, że jak zwykle próbowano poruszyć zbyt wiele kwestii (scen z córką było za dużo!)
    Jakie kwestie według Ciebie próbowano poruszyć?

    >No i to przesłanie „musimy się zjednoczyć” wyszło im bardzo topornie.
    Według Ciebie to było przesłanie? Jak możesz tak myśleć po tym, jak pokazano obcą rasę, która jest w stanie spojrzeć w przyszłość i stwierdzić, że za 3000 lat będą potrzebować pomocy ludzi, co w zasadzie implikuje, że wszystko co się działo na Ziemi też zostało przez nich przewidziane?

    Polubienie

    1. Przepraszam, że tyle czasu zajęło mi odpisanie, ale niestety ostatnie trzy dni przygotowywałam się do egzaminu i zaliczenia. :) W dalszej części komentarza DUŻO SPOILERÓW.

      Ze mną było dokładnie tak samo – po tylu zachwytach trudno było mi się powstrzymać. No i też mam problem z oceną, bo, jak wspomniałam w recenzji, bardzo podobał mi się sposób kontaktu z obcymi, jak i sama koncepcja obcych, pod względem grafiki również nie mam nic do zarzucenia, niestety sporo rzeczy według mnie zgrzyta. Nie chciałam za bardzo wypisywać wszystkiego w recenzji, żeby uniknąć spoilerów. Jeśli chodzi o muzykę, to jakoś nie zwróciłam na nią uwagi, a Renner ogólnie mi nie przeszkadza, tyle że był tutaj niepotrzebny. Jego rola sprowadzała się właściwie do love interest, do czego wrócę trochę dalej.

      Z filmami, w których porusza się zagadnienia związane z czasem, mam jeden podstawowy problem – wszystko, co zostaje tam zawarte, to domysły, których nijak nie możemy potwierdzić. Jest mnóstwo hipotez odnośnie tego, jak działałyby podróże w czasie, czy choćby zaglądanie w przyszłość, ale nie sposób stwierdzić, czy to ma sens, czy nie (nie przy mojej wiedzy na ten temat, w każdym razie). W „Arrival” na przykład wydaje mi się to nie do końca ogarnięte. Chodzi mi konkretnie o scenę rozmowy z generałem i ogromne zaskoczenie Louise, jakoby w ogóle do niego dzwoniła. Bo jeśli zarówno generał i Louise, będąc na bankiecie, mają wspólną teraźniejszość, powinni mieć również wspólną przeszłość, która doprowadziła ich do tego momentu. Nie chodzi mi o to, że Louise w ten sposób poznała numer telefonu, ale o to, że nie pamięta tego, że dzwoniła. Aczkolwiek być może są to moje braki w wiedzy.

      Ja wiem, że minęło dużo czasu i że siłą rzeczy nie można było pokazać wszystkiego, przyspieszenie akcji ma również duży związek z nieporozumieniem między ludźmi a kosmitami, nie mniej jednak – jak sam zresztą przyznałeś – wyszło to niezgrabnie. Dodatkowo – jak wspomniałam – kwestie związane z nauką języka były dla mnie najciekawszym elementem filmu, a schemat, w którym naukowiec ratuje świat, był z kolei najsłabszym. Boli mnie więc zastąpienie jednego drugim :)

      Przeczytaj jeszcze raz to, co przeczytałeś, i powiedz mi, czy będąc chińskim generałem, nie odłożyłbyś słuchawki. Zwłaszcza że – jak generał wspomniał – nawet jego zwierzchnikowi nie udało się przekonać go do zmiany zdania.

      Z romansem chodzi mi o to, że jest niepotrzebny. Nie ma tam właściwie żadnych przesłanek, które pozwalałyby nam wierzyć, że między tą dwójką rozwija się jakieś uczucie. To, że razem pracowali i raz rozmawiali o samotności, nie znaczy, że od razu musieli się w sobie zakochać. Scenarzyści wrzucili kilka scen, w których niby się o siebie martwią, ale równie dobrze mogło to sugerować przyjaźń. Ale nie, w każdym blockbusterze, musi być wątek romantyczny, bo taka jest zasada i już.

      Podejrzewam, że lepszym słowem byłyby „wątki”, a nie „kwestie”: futurospekcje z córką/brakiem męża, nauka języka obcych, strach części społeczeństwa przed kosmitami, konflikty między narodami, romans, schemat „naukowiec ratuje świat”…

      Chodzi mi o konkretną scenę, w której Louise dowiaduje się, że ich statek jest jednym z dwunastu, a poszczególne kraje zrywają kontakt, więc krzyczy na wojskowych, że „to jest moment, w którym musimy się zjednoczyć”. No i w momencie, kiedy chiński generał zmienia zdanie, a narody ponownie otwierają się na kontakt, statki malowniczo odlatują w siną dal. Zabrakło tylko tęczy i białych gołąbków niosących gałązkę oliwną ;)

      Polubienie

      1. B.

        Odnośnie sceny, w której Louise rozmawia z generałem podczas bankietu, to nie masz żadnych braków w wiedzy. Na pierwszy rzut oka jest to nielogiczne i mnie również to skonfundowało. Ale przestaje to nie mieć sensu, gdy przestaniemy myśleć o czasie jak o osi, która ma początek i koniec. Temat ten jest poruszany w filmie nie raz, najpierw poprzez ukazanie „pisma” obcych jako okręgu – figury geometrycznej, która nie ma ani początku, ani końca. Później na temat ich „pisma” wypowiada się sama Louise, mówiąc, że struktura zdań obcych również jest wyjątkowa, bo nie ma znaczenia w którym miejscu zaczniemy je odczytywać. Tak więc jeśli potraktujemy czas nieliniowo, jak okrąg, to do dowolnego miejsca na okręgu (w czasie) można dojść „idąc” do przodu (w przyszłość) lub do tyłu (w przeszłość). Nasz mózg ma pewne problemy z wyobrażeniem sobie tego, ale o tym opowiem na końcu.

        „Przeczytaj jeszcze raz to, co przeczytałeś, i powiedz mi, czy będąc chińskim generałem, nie odłożyłbyś słuchawki. Zwłaszcza że – jak generał wspomniał – nawet jego zwierzchnikowi nie udało się przekonać go do zmiany zdania.”
        Jak potraktowałabyś mnie, gdybym zaczął opowiadać ci o wydarzeniach z twojego życia, o których NIKT poza tobą nie ma pojęcia i następnie dodał, że sama powiedziałaś mi o tym wszystkim w 2020? To byłoby szalone, prawda? Ale czy potraktowałabyś mnie jak kłamcę bez chwili wahania? Wątpię, żeby generał po usłyszeniu Louise od razu stwierdził, że wierzy w każde jej słowo, ale było to wystarczające aby zwątpił w swoje decyzje. Generał też człowiek, pewnie podejrzewał, że może to być jakieś wyszukane oszustwo, ale wolał zaryzykować. A kto wie, może przypadkowo wymsknęło mu się polecenie, żeby nie atakować i sekundę później tego żałował, a po następnej sekundzie zdał sobie sprawę, że dokonał najważniejszej i najlepszej decyzji w swoim życiu?

        Jeśli chodzi o wątek romantyczny, to moim zdaniem poprowadzony był bardzo oryginalnie. Nie był on istotny dla historii o obcych, ale ten film nie do końca był o obcych, a o samej Louise. Natomiast fakt, że twórcy filmu nie marnowali taśmy na pokazanie jak rodzi się uczucie między tą dwójką jest dla mnie jak najbardziej na plus. Poza tym warto się zastanowić, czy Louise faktycznie darzyła Johna (nie pamiętam jak miał na imię, więc nazwałem go John) jakimkolwiek romantycznym uczuciem, ale o tym wspomnę za chwilę.

        Odcięcie kontaktu przez Chiny, które obawiały się, że obcy próbują wywołać konflikt zbrojny pomiędzy państwami zaangażowanymi, jest całkiem realistyczne. Podobnie jak strach ludzi przed kosmitami. Mało realistyczne było wejście z bombą na pokład statku obcych, no chyba, że zaangażowana w ten atak była cała masa żołnierzy stacjonujących w bazie.

        Nie uważam, żeby twórcy filmu próbowali przeszmuglować tak banalne i wyniosłe przesłanie jak „jedność to siła” w sensie ogólnoświatowego pokoju. Louise raczej chodziło o to, że są o krok od zrobienia przełomu w zrozumieniu intencji obcych, a odcięcie się od innych tylko utrudni dalszą pracę.

        Jednym z najważniejszych momentów w filmie była scena, w której John pyta Louise czy prawdą jest, że język, którym się porozumiewamy, ma wpływ na działanie naszego mózgu, tzn. czy nasz mózg jest przeprogramowuje się w tym języku (jeśli dobrze pamiętam był to sen Louise, potem John zapytał czy zdarza się jej śnić w języku obcych), na co ona odpowiedziała, że istnieją teorie potwierdzające to twierdzenie. Tak naprawdę Louise zaczyna mieć swoje pierwsze „wizje” dopiero w połowie filmu, już po poznaniu pisma obcych i we wczesnym stadium jego zrozumienia, co oznacza, że jej mózg zaczął się przeprogramowywać na język obcych powodując, że jej zdolność do postrzegania rzeczywistości (oraz czasu) zaczyna przypominać tę obcych. W pewnym momencie jej mózg jest przeprogramowany do tego stopnia, że jest w stanie „przypominać” sobie pewne wydarzenia z przyszłość, również te, w których kompletnie opanowała język obcych – naukę ich języka można by więc opisać niezwykle stromą funkcją wykładniczą. Problem w tym, że w momencie gdy jej mózg się przeprogramował, trudno oceniać jej działania tak, jak działania innych ludzi. I trudno zresztą sobie wyobrazić jak takie „koliste” postrzeganie czasu miałoby faktycznie działać. Posiadasz wspomnienia, ale z przyszłości? Czy jesteś w stanie postąpić inaczej, niż we wspomnieniach, a może wspomnienia się modyfikują z każdą podjętą decyzją? Z jakiegoś powodu Louise, pomimo świadomości tego, co przyniesie przyszłość, decyduje się poślubić Johna i mieć z nim dziecko. Dla nas to nielogiczne, ale może dla Louise, której mózg nadaje na falach obcych, a nie naszych, jest to najnormalniejsza w świecie rzecz? I czy obcy od początku wiedzieli jak skończy się ich pobyt na Ziemi? I stąd też wynikają właśnie moje wątpliwości wobec uczuć Louise względem Johna.

        Faktycznie, sporo pytań. Ale moim zdaniem twórcy nie zrobili źle nie próbując tłumaczyć logiki obcych wykorzystując logikę ludzi. Nie odpowiadają również na pytania dotyczące wolnej woli czy przeznaczenia, które po seansie same się nasuwają na myśl.

        Polubienie

        1. Rozumiem nielinearne postrzeganie czasu i jestem w stanie zrozumieć, że w ten sposób Louise dowiedziała się, co ma powiedzieć generałowi i na jaki numer zadzwonić, ale w dalszym ciągu nie potrafię zrozumieć tego, jak to przedstawiono. Wydaje mi się, że Louise powinna pamiętać sam fakt dzwonienia, skoro to już się wydarzyło. A wydarzyło się, bo generał to pamiętał. Ale – jak mówiłam – być może jest to tylko i wyłącznie mój problem w zrozumieniu logiki zaprezentowanej w filmie.

          Gdybym była chińskim generałem, który nie ma problemu z atakiem na kosmitów, o których nic nie wie, uznałabym, że mnie szpiegujesz i zrobiłabym wszystko, co się da, żeby cię dopaść i zabić. Serio.

          Bardzo nie lubię wątków romantycznych, które traktuje się po macoszemu, byle tylko znalazły się w filmie, bo taka jest zasada panująca w Hollywood. Uważam, że jeśli już twórcy decydują się poruszyć daną kwestię, powinni ją dobrze rozwinąć, a nie potraktować „na odwal się”. Między Rennerem i Adams nie było za grosz chemii, ich postaci nawet nie były rozpisane tak, żeby zasugerować, że jakieś uczucie między nimi się pojawi (nawet jeśli Louise kierowała się futurospekcjami, bohater Rennera jednak musiał jakieś uczucia rozwinąć). Rozmowa o samotności i sporadyczne pytania, czy wszystko w porządku mogą zdarzyć się wśród obcych sobie osób, po co więc robić z tego na siłę coś więcej?

          „Mało realistyczne było wejście z bombą na pokład statku obcych, no chyba, że zaangażowana w ten atak była cała masa żołnierzy stacjonujących w bazie.” No widzisz, a mnie się wydaje, że im mniej osób zaangażowanych w taki spisek, tym większe opcje powodzenia. Gdyby dużo więcej żołnierzy o tym wiedziało, istniałaby znacznie większa szansa, że ktoś sypnie i atak zostanie udaremniony.

          „Nie uważam, żeby twórcy filmu próbowali przeszmuglować tak banalne i wyniosłe przesłanie jak „jedność to siła” w sensie ogólnoświatowego pokoju. Louise raczej chodziło o to, że są o krok od zrobienia przełomu w zrozumieniu intencji obcych, a odcięcie się od innych tylko utrudni dalszą pracę.” Odebrałam to dokładnie tak samo, do momentu, w którym komunikacja została nawiązana, a statki odleciały w siną dal. Dla mnie było to strasznie toporne. Zresztą Louise rzuciła też tekstem, że „choć raz powinniśmy się zjednoczyć” i to też w tamtej scenie wyszło, jak takie wezwanie do zjednoczenia się dla wspólnego dobra.

          Cała nasza dyskusja dowodzi tylko tego, co napisałam – pozostawiono wiele kwestii niewyjaśnionych, co DLA MNIE jest minusem. Co innego otwarte zakończenie, a co innego dopowiadanie sobie, o co twórcom chodziło w kilku różnych momentach. Gdyby wszystko zostało wyjaśnione, nie musielibyśmy się sprzeczać, bo wszystko byłoby jasne. No ale to wszystko są kwestie subiektywne – to, co mnie się nie podoba, komuś innemu może przypaść do gustu.

          Polubienie

          1. B.

            „Gdybym była chińskim generałem, który nie ma problemu z atakiem na kosmitów, o których nic nie wie, uznałabym, że mnie szpiegujesz i zrobiłabym wszystko, co się da, żeby cię dopaść i zabić. Serio.”
            Nie zrobiłabyś gdybyś sama powiedziała mi, jak Cię przekonać.

            Nie mam nic więcej na swoją obronę, Wysoki Sądzie.

            Polubienie

            1. Pogrzebałam trochę w necie i znalazłam informację, że chodziło o ostatnie słowa żony generała, które brzmiały „In war there are no winners, only widows”. W dalszym ciągu bardziej prawdopodobną reakcją wydaje mi się założenie, że Louise go szpiegowała, niż uwierzenie w przewidywanie przyszłości. No ale może faktycznie mu to wystarczyło, nie mniej jednak odbiegliśmy od tematu, bo mnie chodziło o sam fakt nieprzetłumaczenia tego, co powiedziała Louise i dlaczego zdecydowano się na takie właśnie wyjście. Podtrzymuję swoje zdanie, że to nie wystarczy, by przekonać zaprawionego w boju chińskiego generała i scenarzyści zdawali sobie z tego sprawę, dlatego w filmie nie umieszczono tłumaczenia, co z kolei utwierdza mnie w przypuszczeniu, że twórcy nie wymyślili nic lepszego, więc pozostawili sprawę otwartą do interpretacji, licząc na inwencję widzów.
              Ale, jak już mówiłam, to tylko moje subiektywne odczucia.

              Polubienie

              1. B.

                Ale generał wiedział, co go przekona i powiedział o tym Louise. W pewnym sensie to on przekonał sam siebie, a raczej przekazał sobie z przeszłości informację, że „tej osobie można zaufać”.

                Polubienie

    2. „Według Ciebie to było przesłanie? Jak możesz tak myśleć po tym, jak pokazano obcą rasę, która jest w stanie spojrzeć w przyszłość i stwierdzić, że za 3000 lat będą potrzebować pomocy ludzi, co w zasadzie implikuje, że wszystko co się działo na Ziemi też zostało przez nich przewidziane?” Moim zdaniem oni stwierdzili, że w przeciągu 3000lat potrzebuja pomocy(nie za 3000 tylko już potrzebują pomocy), po tym okresie czeka ich zagłada(jeden z nich już przecież umierał), polecieli do Ziemian, dali im „broń” w postaci języka, dzięki któremu nastąpi zjednoczenie na Ziemian i wspólnie wymyślą oni ratunek.

      Polubienie

      1. Przyznam szczerze, że nie pamiętam, czy mieli zgłosić się po pomoc za 3000 lat czy w przeciągu 3000 lat, ale wydawało mi się, że chodziło o pierwszą opcję. A jeden z kosmitów umarł ze względu na wybuch. Żołnierze podłożyli bombę, a on zamiast odejść, ostrzegł Louise i wyrzucił ją ze statku, niestety sam nie zdążył się uratować. Przynajmniej ja to w ten sposób odebrałam.
        Właśnie o tym piszę w recenzji – w filmie jest zbyt dużo niedomówień i możemy sobie gdybać, co twórcy mieli na myśli, nie mniej jednak nic nam to nie da :)

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s