O KLASYCE I JEJ NIEZNAJOMOŚCI

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
(źródło)

Jako bloger piszący na temat popkultury powinnam się znać na rzeczy. Najlepiej, gdybym oglądała wszystko i czytała wszystko, w końcu FOMO nie wzięło się znikąd. Dla szczęściarzy, którzy nie znają jeszcze tego terminu: FOMO (ang. Fear of Missing Out) oznacza strach przed tym, że coś nas omija. Znacie tę sytuację, kiedy znajomi rozmawiają o jakimś serialu, a wy stoicie cichutko z boku, bo go nie oglądacie i obiecujecie sobie w duchu, że nadrobicie? Mniej więcej o to chodzi.

Żyjemy w czasach, gdy popkultura jest ogromną częścią naszego życia, a dostęp do niej jest łatwiejszy niż kiedykolwiek. Co roku zalewa nas nowa porcja seriali i filmów, które koniecznie musimy obejrzeć, ale to o starszych produkcjach będę dziś pisać. Mój nauczyciel WOK-u z liceum powiedział kiedyś, że trudno jest stworzyć coś oryginalnego, bo wszystko zostało już wymyślone, pozostaje nam mieszać schematy tak, żeby otrzymać coś świeżego. I trudno nie przyznać mu racji. Nowe produkcje często czerpią garściami ze swoich poprzedników, nieraz bezpośrednio do nich nawiązując, jeśli więc chcemy w pełni cieszyć się z seansu, dobrze byłoby takie smaczki wyłapać. Tak czy inaczej wypadałoby zatem znać to, co uznaje się obecnie za klasykę gatunków, wiedzieć co nieco o kamieniach milowych popkultury. I tutaj przechodzimy do sedna sprawy – otóż wstyd przyznać, ale mało który klasyk znam. Bo byłam za młoda, kiedy był na fali. Bo jest to film, który znają wszyscy i słowo „spoiler” już nie istnieje, więc znam wszystkie dramatyczne zwroty akcji (I’m your father i te sprawy) i jakoś nie mogę się przemóc, żeby obejrzeć. Bo codziennie pojawiają się nowe filmy, nowe odcinki warte obejrzenia, a doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny. Bo oglądałam, ale tak dawno temu, że w ogóle nie pamiętam, co się w nim działo.

Nie wierzycie, że z klasyką mi nie po drodze? Zobrazuję wam to na przykładach.

Gwiezdne Wojny? Władca Pierścieni? Widziałam tylko pierwsze części, niezbyt mnie zachwyciły, a – jak wspomniałam wyżej – wszelkie spoilery mi zdradzono, więc kontynuację ciągle odkładam na bliżej nieokreślone później.

Hobbit? Niespodzianka! Czytałam w podstawówce, ale jedyna scena, jaką pamiętam to Bilbo, któremu w pewnym momencie odbija. Nawet nie pamiętałam, że był tam smok, a smoków raczej nie zapominam.

Wiedźmin? Czytałam bodajże pierwszy tom i opowiadania, bo potrzebowałam do matury. Na resztę nie było czasu.

Ojciec Chrzestny? Rocky? Szczęki? Dźwięki muzyk? Szklana pułapka? Star Trek? Firefly? Nic a nic. Gra o tron? Tylko pierwszy odcinek (za dużo nagości!). Ziemiomorza Ursuli le Guin nie tknęłam, podobnie zresztą Opowieści z Narnii (książek, nie filmów) ani twórczości Herberta czy Zelaznego. Z twórczości Lema znam tylko Kongres Futurologiczny. W ogóle polska fantastyka u mnie leży i kwiczy, bo przez bardzo, bardzo długi czas miałam wrażenie, że rodzimi autorzy potrafią tylko kląć i pisać o chędożeniu (nic nie poradzę, że na takie książki trafiałam). Mogłabym jeszcze długo tak wymieniać, ale myślę, że tyle wystarczy.

Powoli zaczynam się otwierać na prozę naszych fantastów, a samą klasykę chcę nadrobić, tylko zawsze brakuje mi czasu. Ubolewam nad moją niewiedzą zwłaszcza teraz, kiedy powstaje tyle rebootów i warto byłoby znać oryginał, ale cóż poradzić – nie można całego wolnego czasu spędzać przed komputerem. Co prawda, sporo seriali w tym roku anulowano, a nowe jakoś niezbyt mnie interesują, więc całkiem możliwe, że wreszcie zabiorę się za porządne nadrabianie. Planowałam nawet zrobić z tego cykl recenzji, ale z ankiety jasno wynika, że to nie recenzje chcecie czytać, więc spróbuję wymyślić coś innego. Trzymajcie kciuki!

Zapisz

Reklamy

6 uwag do wpisu “O KLASYCE I JEJ NIEZNAJOMOŚCI

  1. Nie przejmuj się – ja też mam spore zaległości filmowo-serialowo-książkowe (ale te książkowe bolą mnie najbardziej). W dodatku trzeba pamiętać, że coraz częściej coś nazywa się kultowym, nawet jeśli na to nie zasługuje. Swoją drogą, jeśli chodzi np. o Władcę pierścieni, książki czytałam pierwszy i ostatni raz dziesięć lat temu, a filmów nie obejrzałam nigdy. Takiego Star Treka widziałam tylko nowego; Firefly akurat obejrzałam, do Ojca chrzestnego wciąż się przymierzam… Tak że nie przejmuj się, naprawdę nie jesteś odosobniona ;)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zaskakujące, jak bardzo takie stwierdzenie człowieka pociesza :) A propos książek – na dniach muszę się wybrać do biblioteki, bo twój wpis o Sherlocku był dokładnie tym, czego potrzebowałam, żeby nadrobić tę haniebną zaległość ;)

      Polubione przez 1 osoba

  2. Tak jak napisałaś, doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny i nie da się obejrzeć wszystkiego. Znajomość klasyków jest ważna, ale współcześnie również tworzy się wiele wartych oglądania produkcji, a nie każdy klasyk niestety przetrwał próbę czasu i to, czym zachwyca się starsze pokolenie może być dla nas strasznym zawodem. Nie ma się co przejmować i po prostu oglądać to na co ma się ochotę :)

    Polubione przez 1 osoba

    1. O, bardzo ładnie to ujęłaś!
      Chociaż muszę przyznać, że czasem czuję się trochę jak takie dziecko XXI wieku, które przyzwyczaiło się do bardzo dobrej jakości obrazu, dźwięku i efektów specjalnych, a na stare filmy nie może patrzeć bez krzywienia się (przynajmniej na początku, aż się przyzwyczai).
      No i problem w tym, że ja mam ochotę obejrzeć klasyki, tyle tylko że na mojej liście filmów do obejrzenia jest chyba ponad 300 pozycji, a ciągle dochodzą nowe, trudno więc znaleźć na wszystko czas ;)

      Polubienie

  3. Nie da się nadrobić wszystkich klasyków, a w dodatku być na bieżąco, jeśli chcemy mieć jeszcze własne życie. Też nie wszystkie kultowe tytuły mi podchodzą, bo może gdy wychodziły były przełomowe, ale gdy je nadrabiałam, to znałam ich schemat z późniejszych produkcji, wiec nie powaliły na kolana. Osobiście lubię nadrabiać filmy reżyserów, których lubię (np. Tima Burtona, czy Wesa Cravena) i książki ulubionych autorów (z Polskich polecam Ćwieka i jego „Kłamcę”). To chyba najzdrowsze podejście, bo dzięki temu nadrabiam tytuły utrzymane w stylu i klimacie, który lubię. Pozostaje jeszcze nadrabianie ulubionego gatunku, ale tu bywa różnie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Święta prawda, ale zaczęłam się ostatnio przyglądać nowościom i zastanawiam się, czy ja w ogóle chcę być na bieżąco xD Z nadrabianiem jest tak, jak piszesz, po latach trudno odpowiednio docenić przełomowość danego tytułu, nad czym trochę ubolewam, bo chciałabym zachwycać się tak jak wszyscy inni, ale jakoś nie mogę. Coraz trudniej mi się zachwycać, właśnie przez to, że wszystko wydaje się takie wtórne, mam wrażenie, że urodziłam się kilka-kilkanaście lat za późno, ale pewnie wtedy też miałabym takie wrażenie.
      Ja raczej kieruję się aktorami (choć z tego, co mówisz, wynika, że powinnam się przerzucić na reżyserów) – jak gdzieś mi się spodobał, to liczę na to, że gdzieś indziej też się spodoba, co czasem kończy się sromotnym rozczarowaniem.
      „Kłamcy” czytałam chyba 2 pierwsze tomy, dość fajny, tyle że mam przesyt klimatów anielsko-diabelskich.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s