ZŁOCZYŃCA CZY KARYKATURA – ROZWAŻANIA O FILMACH FAMILIJNYCH

Sticky_Bandits(źródło)

Każdy z nas na pewnym etapie swojego życia (zazwyczaj tym wczesnym) oglądał filmy familijne – pełne ciepła, podnoszące na duchu, nieraz całkiem zabawne. Problem w tym, że źródłem humoru najczęściej zdaje się być to, co tak naprawdę nie powinno nas w najmniejszym stopniu śmieszyć, czyli złoczyńca. Złoczyńcy, bez względu na to, czy są przestępcami, wyrodnymi macochami czy wiedźmami, mało kiedy mają dobre zamiary: czasem wystarczy im coś ukraść, innym razem marzą o przejęciu władzy nad światem. Tak czy inaczej – lepiej z nimi nie zadzierać, zwłaszcza że mało który dzieciak jest tak kreatywny jak Kevin, który został sam w domu.

Kiedy byłam dzieckiem, rodzice często przestrzegali mnie, żebym się za bardzo nie oddalała, nie rozmawiała z obcymi i – broń Boże – nigdzie nie szła z nieznajomymi, bo mogą zrobić mi krzywdę. Nawet przez chwilę nie wątpiłam w to, że mówią prawdę, więc starałam się stosować do powyższych poleceń i jakoś udało mi się dożyć tych dwudziestu paru lat bez żadnej traumy. Ostatnio zauważyłam jednak, że dzieciaki się zmieniły, być może jest to kwestia innego wychowania, być może trochę innych czasów, ale większość z nich (kiedyś to była zdecydowana mniejszość) jest pewna siebie i domaga się tego, co im się w ich mniemaniu należy, bywa, że całkiem bezczelnie, a jak nie zadziała, wpadają w szał: wrzeszczą, tupią, tarzają się po podłodze. Byłam nawet świadkiem sytuacji, kiedy na groźbę rodzica „bo cię ten pan/pani zabierze”, kilkuletni chłopiec odpowiedział: „no i dobrze!”.

Właśnie dlatego uważam, że celowe tworzenie złoczyńców w sposób prześmiewczy, i to nie pojedynczych jednostek, tylko znaczącej większości, jest jak dawanie dziecku przypadkowo znalezionego lizaka i wmawianie, że bakterie to tylko miejska legenda. W końcu od najmłodszych lat oglądają filmy, w których złoczyńcy wcale nie są groźni, bo dzieci zawsze z nimi wygrywają. I – nie oszukujmy się – jest to tak dalekie od rzeczywistości, jak tylko się da, bo mało który przestępca da się zrobić w konia małemu dziecku. Ale czy zadaniem filmów familijnych nie powinno być właśnie pokazanie maluchom, jak działa świat, a przynajmniej jakaś jego część? Albo nauczyć, że lepiej być kulturalnym i pomocnym, niż zadzierać nosa?

hocus-pocus
(źródło)

Dla odmiany bajkowi złoczyńcy naprawdę są groźni, więc nie wmówicie mi, że nikt nie chce straszyć dzieci. Diabolina ze Śpiącej królewny, Lady Tremaine z Kopciuszka, Zła Królowa z Królewny Śnieżki, Dżafar z Aladyna, Frollo z Dzwonnika z Notre Dame… Ich postaci nie są i nigdy nie miały być śmieszne, wręcz przeciwnie – z założenia mają wywoływać u dzieci niepokój i wychodzi im to doskonale. Dlaczego więc panuje taki rozrzut w traktowaniu złoczyńców bajkowych i filmowych, nawet jeśli wychodzą spod skrzydeł tego samego studia? Mam trzy teorie.

Po pierwsze: bajkowi łotrzy są narysowani i, choć dzieciom mogą się śnić koszmary po nocach, łatwo im wyjaśnić, że nic, co zobaczyły, nie jest prawdą. Trudniej wytłumaczyć, że aktor i postać, którą odgrywa, nie jest jednym i tym samym. Istnieje więc problem przedstawienia zagrożenia w taki sposób, żeby nie przestraszyć dzieci. Uważam, że wbrew pozorom twórcy Kevina samego w domu wyszli obronną ręką w porównaniu z całą resztą, czyli wiedźmami z Hokus Pokus, macochami z cyklu o współczesnym Kopciuszku, psimi porywaczami czy złodziejami, którzy pojawiają się w całym mnóstwie filmów familijnych.

Po drugie: aktorzy nie chcą straszyć dzieciaków, bo obawiają się, że w przyszłości mogliby się im źle kojarzyć, co pewnie skutkowałoby mniejszą popularnością, mniejszymi rolami, mniejszymi zarobkami i tak dalej. Koniec końców – nikt nie chciałby grać ról złoczyńców w filmach dla dzieci.

Po trzecie i ostatnie: rodzice nie zabieraliby pociech do kin, co przełożyłoby się na niewielkie dochody ze sprzedaży biletów i nieopłacalność całego przedsięwzięcia, a to doprowadziłoby do zaprzestania kręcenia filmów familijnych lub zmienienia ich formy na mniej straszną. Zgadniecie przez co? Ano właśnie, zrobienie ze złoczyńcy pośmiewiska.

cinderella_12
(źródło)

Tyle tylko, że do mnie wciąż nie dociera, dlaczego scenarzyści uważają, że trzeba tak bardzo przesadzić. Porównajmy sobie szybciutko macochy z cyklu o współczesnym Kopciuszku i ekranizacji Kopciuszka z 2015 r. Przypominam, że do cyklu wchodzą już cztery filmy: Cinderella Story z Hilary Duff, Kopciuszek: Roztańczona historia z Seleną Gomez, Kopciuszek. W rytmie miłości z Lucy Hale i Cinderella: If the shoe fits z Sofią Carson.

Łatwo można zauważyć, że wszystkie macochy z cyklu są przedstawione karykaturalnie – ich wewnętrzna brzydota jest doskonale widoczna na zewnątrz: mają okropny, krzykliwy gust i przez większość czasu krzywią się, jakby przed chwilą zjadły cytrynę. Byłby to niezły zabieg, gdyby jego jedynym celem nie było uraczenie nas kolejną dawką rzekomego humoru. Dla porównania macocha w Kopciuszku z Lily James jest piękną, elegancką kobietą, tyle że zimną i wyrachowaną. I na końcu wcale nie musi skończyć z połamanymi nogami albo zrujnować przedstawienia, dając żenujący popis braku zdolności. Myślę, że można dopatrzyć się jeszcze jednej znaczącej różnicy, mianowicie chodzi o sposób, w jaki inni je postrzegają i traktują. Na współczesne macochy patrzy się raczej z politowaniem, macochę zagraną przez Cate Blanchett traktuje się z niechęcią, ale też pewnego rodzaju szacunkiem – od razu widać, że to manipulantka, która może narobić problemów.

Scenarzyści bardzo dobrze spisali się przy tworzeniu postaci złej macochy odgrywanej przez Cate Blanchett, podobnie sprawa ma się z włamywaczami z filmów o Kevinie: kiedy ma być śmiesznie, jest śmiesznie, ale kiedy trzeba trochę postraszyć, nie ma żadnego problemu. Innymi słowy – da się stworzyć złoczyńcę, który byłby groźny i niesympatyczny, ale nie wywołałby u żadnego dziecka traumy do końca życia. Jest to pewien wysiłek, ale czy naprawdę zostało już tak niewielu dobrych scenarzystów?

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Reklamy

3 uwagi do wpisu “ZŁOCZYŃCA CZY KARYKATURA – ROZWAŻANIA O FILMACH FAMILIJNYCH

  1. Jeż w naleśniku

    Zacznijmy od tego, że filmy, które z założenia mają trafić do szerszego grona odbiorców, toczą się w stronę dna sukcesywnie od parunastu lat. Nie dziwi mnie zatem to, co dzieje się z kinem „familijnym”. Dziwi mnie natomiast, jak bardzo niektórzy rodzice chcą wychować swoje dzieci na bezczelne, głośne ofiary i zastanawiam się jak przygotowują się na fale wstydu czy obaw o własne potomstwo.

    Albo nauczymy się oddzielać ziarno od plew, albo upadniemy razem z kinem. Bywa. ;)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Na temat wychowania dzieci nie będę się wypowiadać, bo nigdy nie miałam z tym nic wspólnego. Wiem tylko, że to cholernie trudne i dużo zależy od samego dziecka, ale pozwalanie na wszystko i zrzucanie winy na innych (np. nauczycieli) jest żenujące.

      Jeśli chodzi o filmy – mam wrażenie, że dla kinematografii nastały naprawdę ciężkie czasy. O tym chyba też kiedyś napiszę.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s