POPKULTUROWE UZALEŻNIENIE Z PERSPEKTYWY CZASU

woman-watching-television(źródło)

…czyli jak zmieniło się moje postrzeganie filmów i seriali po obejrzeniu ich znacznej ilości.

  1. Nie czekam z niecierpliwością na następne odcinki.

Moje uzależnienie od seriali zaczęło się w gimnazjum, gdy po raz pierwszy obejrzałam Supernatural. Szybciutko nadrobiłam dostępne 3 sezony i z niecierpliwością wypatrywałam każdego kolejnego odcinka. Oczekiwanie zdawało się ciągnąć w nieskończoność, więc znalazłam kolejny serial – Pamiętniki Wampirów. Następnie Hellcats. I czekałam na odcinki jak na zbawienie. Odliczałam dni do wtorku, czwartku i piątku. A potem, zanim się obejrzałam, oglądałam już tyle seriali, że każdego dnia czekało na mnie kilka nowych epizodów i nie miałam czasu zastanawiać się, jak potoczą się losy ulubionych bohaterów, jak twórcy rozwiążą ten straszny cliffhanger, z którym nas zostawili.

  1. Mam wrażenie, że wszystko już było.

Na pewno w niczym nie pomaga fakt, że kilkadziesiąt seriali później towarzyszy mi ciągłe wrażenie schematyczności i powtarzalności. Bo przecież to wszystko już gdzieś widziałam. Jak nie w serialu, to w filmie. A kiedy pojawi się coś oryginalnego albo coś, co fajnie bawi się schematami, zostaje anulowane po pierwszym sezonie. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego Amerykanie wolą oglądać kolejny procedural, który nie wyróżnia się niczym szczególnym spośród dziesiątek takich samych produkcji. To, że seriale ciągnie się w nieskończoność, a ich jakość spada na łeb na szyję z każdym kolejnym sezonem też tylko wszystko pogarsza.

  1. Z łatwością przewiduję, co się wydarzy (nawet fragmenty dialogów).

Poważnie. Nie wiem, czy też tak macie, ale ja języków uczę się całkiem nieświadomie podczas oglądania. Mimowolnie zapamiętuję słówka i zwroty, które powtórzono kilka razy, zwłaszcza jeśli towarzyszą mi polskie napisy. No i wiecie co? Bohaterom raz za razem wciska się w usta utarte frazesy, właściwie całe fragmenty dialogów są niemalże identyczne. Nie wspomnę nawet o tym, że scenarzyści zazwyczaj idą na łatwiznę i wybierają schematy, które sprawdziły się w innych produkcjach. Jak już czepiam się procedurali – główny bohater często ma tajemnicę, a jego partnerka jest twardą policjantką po przejściach.

  1. Mam małe wymagania.

No, może nie do końca. Lepszym określeniem byłoby chyba to, że nie robię sobie już nadziei, nie nastawiam się na to, że film czy serial będzie fantastyczny, bo w takim wypadku czekają mnie tylko rozczarowania. Trochę trudno z takim nastawieniem nadrabiać stare filmy, które uznaje się za klasykę, bo z jednej strony mam świadomość, że były przełomowe, wprowadziły nowy trend czy rozwiązania fabularne, ale z drugiej – widziałam już tyle produkcji, w których schemat został wykorzystany, że niełatwo jest go w pełni docenić.

Jeśli miałabym to wszystko podsumować, powiedziałabym chyba, że zaczynam się czuć znudzona, może nawet zmęczona ciągłym oglądaniem tego samego. Cały czas czekam, aż pojawi się coś wyjątkowego i raz na jakiś czas nawet udaje mi się taką produkcję znaleźć, ale to jak szukanie igły w stogu siana.

Zapisz

Zapisz

Reklamy

4 uwagi do wpisu “POPKULTUROWE UZALEŻNIENIE Z PERSPEKTYWY CZASU

  1. Ja też się ostatnio zastanawiałam nad moimi sposobami oglądania. I uświadomiłam sobie, że nie idę już w ilość. Ani nawet w jakość. Zostaje przy serialach, które poruszają we mnie jakieś emocje. Co w praktyce oznacza, że oglądam te historie, których bohaterowie są bardzo bliscy mojemu sercu. Nawet jeśli serial to dawno, nie przymierzając, kupa.

    Polubienie

    1. Coś w tym jest (pacz: 11 sezon Supernatural xD). W sezonie 2015/2016 oglądałam jeszcze dość sporo seriali, ale zdałam sobie sprawę z tego, że część z nich oglądam z przyzwyczajenia i strasznie się nudzę, więc zrezygnowałam. Potem drugą część seriali mi anulowali, więc pula znowu się zmniejszyła. No i pewnie szybko się nie powiększy, bo w sezonie 2016/2017 nic ciekawego nie widzę. Ale może to i lepiej? Zacznę zbierać znaczki czy coś.

      Polubienie

  2. Mogłabym się spokojnie podpisać pod tym tekstem. Niemniej dalej wierzę, że Crazy Ex-Girlfriend, UnReal i początkowo The 100 zrywają z tą okropną przewidywalnością. Najbardziej boli mnie punkt 4, bo rzeczywiście ciężko nadrabiać klasyki, gdy obejrzało się taką masę współczesnych produkcji. Jedyny pozytyw jest taki, że najprawdopodobniej jesteśmy już na etapie, w którym można się bawić w pisanie profesjonalnych recenzji filmowych. W końcu znamy odniesienia, wiemy kto, gdzie, z kim i dlaczego. Ba! Potrafimy nawet spojrzeć (w niektórych przypadkach) na produkcje przez pryzmat dorobku reżysera, czy aktorów.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zgadzam się, Dołożyłabym jeszcze Galavanta. :) A do The 100 mam dość mieszane uczucia, bo chociaż oglądam bardzo chętnie, to wkurza mnie, jak świetne pomysły można zepsuć głupim rozwiązaniem fabularnym, a scenarzyści The 100 są w tym mistrzami…
      No niby tak, tylko mam wrażenie, że przez moje braki w klasyce łatwiej mi się odwołać do tych nowszych produkcji, a to się w niektórych przypadkach mija z celem.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s