PRZEGLĄD POPKULTURY – LIPIEC 2016

Przegląd popkultury to nazwa nowego cyklu, w którym pokrótce opiszę, co obejrzałam w danym miesiącu (miałam to robić na fanpejdżu, ale jakoś wolę wam podsyłać fajne rzeczy). Czasem nie mam wiele do powiedzenia na temat konkretnej produkcji, więc pisanie odrębnej recenzji wydaje się zbędne, dlatego myślę, że takie zbiorcze zestawienia powinny się sprawdzić. Koniecznie dajcie znać, co o nich sądzicie.

HAPPYLAND (2014)


(źródło)

Happyland jako jeden z niewielu seriali MTV, został anulowany już po pierwszym sezonie. I gdyby nie to, że Filmweb ma całkiem nieprawdziwy opis, pewnie nigdy bym go nie obejrzała. Oto, o czym naprawdę jest ten serial: Lucy to nastolatka, która pracuje w parku rozrywki i marzy o wyjeździe na studia, co pozwoliłoby jej uciec od niedojrzałej matki. Nie byłoby to jeszcze takie złe, ot, typowa obyczajówka, gdyby nie to, że na pierwszy plan wychodzą nader skomplikowane relacje miłosne. Przedstawię wam to w formie zadania matematycznego (SPOILERY):

  • Lucy zakochuje się z wzajemnością w Ianie – synu właściciela parku rozrywki.

  • Lata temu mama Lucy miała romans z właścicielem parku rozrywki, którego owocem jest Lucy.

  • Lucy i Ian to rodzeństwo.

  • Lucy ma przyjaciela Willa, który coś do niej czuje, ale żadne z nich tego nie dostrzega.

  • Will ma dziewczynę – Harper.

  • Harper jest łatwa i zazdrosna o relację swojego chłopaka z Lucy, więc zdradza Willa z Ianem.

  • Will zaczyna dostrzegać, że czuje coś do Lucy.

  • Lucy spotyka chłopaka nr 3. Ian i Will są zazdrośni, Harper jest wściekła.

  • Chłopak nr 3 okazuje się dupkiem.

  • Mama Lucy i tata Lucy znowu mają ze sobą romans, co kończy się jednym złamanym sercem i dwoma wielkimi tajemnicami, które wychodzą na jaw.

Oblicz, z kim będzie Lucy, czy Ian naprawdę jest jej bratem i ile osób zostanie zranionych w ciągu jednego sezonu (podpowiedź: dużo).

Jeśli wydaje wam się, że w serialu dzieje się niewiele, to chyba najwyższy czas poinformować, że sezon składa się tylko z 8 dwudziestominutowych odcinków, a całość przypomina ponad stu odcinkową telenowelę (brakuje tylko kogoś, kto traci wzrok, ląduje na wózku inwalidzkim i zachodzi w ciążę, choć podejrzewam, że przy takim podejściu przynajmniej jedna z tych rzeczy miała pojawić się w drugim sezonie, którego – na szczęście – nie będzie).

Jedynym pozytywnym elementem serialu była praca w parku rozrywki, gdzie Lucy i Ian, przebrani za postaci z wymyślonej bajki inspirowanej Disneyem (bo park rozrywki w serialu przypominał Disneyland), musieli odgrywać swoje role. Przez chwilę mogliśmy się poczuć, jakbyśmy oglądali adaptację bajki. I tyle.

SHADOWHUNTERS (2016)


(źródło)

Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby obejrzeć Shadowhunters, bo wiedziałam, że to kiepski serial już po samym trailerze. Chyba fajne gify, które ciągle podsyłano mi na Pintereście i to, że książki mają naprawdę potężny fandom. Przyznaję, że książek nie czytałam, a film pamiętam słabo, więc trudno mi cokolwiek porównać, ale w komentarzach więcej było narzekań niż pochwał. Myślę, że najbardziej zawalili scenarzyści, którzy napisali prostą historyjkę o oczywistych rozwiązaniach, sztywnych dialogach, niesympatycznych bohaterach, których działania w ogóle nie mają sensu. Magnus był fajny, ale podobno mało książkowy. Simon był śmieszny, zanim przeszedł przemianę. Największym problemem była sama Clary. Nie wiem, czy było to winą aktorki czy scenarzystów, ale pewnie prawda leży gdzieś pośrodku.

KYOU KARA MAOU! (2004)


(źródło)

To chyba najdłuższe anime, jakie do tej pory obejrzałam (nie liczę Pokemonów ani Czarodziejki z Księżyca, bo polska telewizja ma dziwny sposób nadawania odcinków i nie wiem, ile ich koniec końców widziałam). Jak wspominałam na fanpejdżu, szukałam lekkiego anime, które nie byłoby głupie, i tak po Boku no Hero Academia (recenzja), spróbowałam Cuticle Tantei Inaba i Bonbougami ga!, ale to właśnie przykłady anime o głupawym poczuciu humoru, dałam więc szansę Norn9: Norn+Nonet, ale tam z kolei całość była niesamowicie nudna, a cliffhangery na końcu odcinka jakoś tajemniczo znikały na początku następnego. I tak trafiłam na Kyou kara Maou! – historię gimnazjalisty Yuuriego, który nagle trafia do równoległego świata, w którym walki toczą ludzie i Mazoku, uważane przez ludzi za demony. Okazuje się, że Yuuri przed swoimi narodzinami został wybrany na następnego Maou, czyli władcę Mazoku. Jego przybycie powoduje niezłe zamieszanie, tak czy inaczej chłopak jest zdeterminowany, żeby nie dopuścić do wojny, która nieuchronnie się zbliża, choć brak mu jakichkolwiek kwalifikacji, żeby rządzić. Anime ogląda się niezwykle przyjemnie, zwłaszcza ze względu na dobrze zarysowanych, sympatycznych bohaterów i humor na przyzwoitym poziomie (w większości przypadków), niestety pełne jest nieścisłości, luk fabularnych i braku konsekwencji w podawanych informacjach. Poza tym to taki typ kreskówki, w której zabójca rezygnuje ze swoich niecnych planów i wypuszcza zakładników, bo zjadł zupę, która smakowała jak u mamusi. No i Yuuri zjednuje sobie absolutnie wszystkich. Ale, cóż, właśnie czegoś takiego potrzebowałam na gorące lipcowe popołudnia.

JEŹDŹCY SMOKÓW – 5. SEZON (2012- )

(źródło)

5. sezon serialowych przygód Czkawki i Szczerbatka zaczął się dość schematycznie i, co tu dużo mówić, nudno. Już się bałam, że dopadła mnie starość i nie będę potrafiła dobrze się bawić przy bajce, okazało się jednak, że po nijakim początku akcja ruszyła z kopyta – dawny wróg stał się przyjacielem, Vigo wciąż pozostawał o krok przed Czkawką, no i poznaliśmy nowych, interesujących bohaterów. Szczerbatek miał kilka naprawdę udanych scen, przy których nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Nie mogę tylko wybaczyć paskudnego cliffhangera, z którym nas zostawiono na najbliższe pół roku.

STRANGER THINGS (2016)


(źródło)

8-odcinkowy serial Netflixa to produkcja, która miesza elementy science fiction i horroru. Serial świetnie oddaje klimat produkcji lat 80, więc jeśli podobał się wam E.T. czy Super 8, Stranger Things na pewno przypadnie wam do gustu. Dzięki temu, że składa się tylko z 8 odcinków, dobrze trzyma w napięciu i pozbawiony jest niepotrzebnych dłużyzn. Niestety wpływa to też na pojawienie się głupot, takich jak nauczyciel fizyki, który potrafi podać od ręki przepis na domowej roboty zbiornik do deprywacji sensorycznej. No bo czemu nie? Bohaterowie w większości przypadków popełniają te same błędy, co typowi bohaterowie horrorów, a sam serial ma okropne przesłanie – jeśli jesteś dobrym człowiekiem, spotka cię coś złego, mimo to trudno oderwać się od ekranu choćby na chwilę.

BATMAN V SUPERMAN: ŚWIT SPRAWIEDLIWOŚCI (2016)


(źródło)

Oj, kiepski to film. Bardzo ładny wizualnie, ale kiepski. Jesse Eisenberg i Ben Affleck w ogóle nie pasują do swoich ról, sam konflikt między Batmanem a Supermanem kończy się w żenujący sposób, całość jest po prostu nudna i dłuży się niesamowicie. A z ekranu niczym fala tsunami zalewa nas patos. Było tak poważnie, że aż śmiesznie.

Ale zawsze miło popatrzeć na Henry’ego Cavilla.

Z pozostałych kwestii:

  • właśnie oglądam Veronicę Mars, która wydaje się jednocześnie dziwnie znajoma i zupełnie obca. Sama już nie wiem, czy kiedyś ją oglądałam, czy robię się tak dobra w przewidywaniu tego, co scenarzyści zaplanowali;

  • przez drugi sezon Grace and Frankie jakoś nie mogę przebrnąć, o ile pierwszym sezonem byłam zachwycona, o tyle początek drugiego po prostu mnie nudzi;

  • coś czuję, że sierpień spędzę pod znakiem filmów;

  • pamiętajcie, żeby dać znać, co sądzicie o takich zestawieniach;
  • dziś jest ostatnim dniem, kiedy można wypełnić ankietę, jeśli ktoś ma ochotę, będę bardzo wdzięczna!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s