ZŁE FILMY VS DOBRE FILMY


Dzisiejszy wpis zdobią plakaty filmów zmiażdżonych przez krytykę,
które zarobiły sporo pieniędzy;
(źródło)

Obejrzałam ostatnio Kapitana Amerykę: Wojnę Bohaterów, Zwierzogród oraz Narzeczoną dla księcia i nie, nie twierdzę, że są to filmy złe, wręcz przeciwnie – są dobre, jeśli nie bardzo dobre. Zauważyłam jednak, że mam pewną trudność z ich recenzowaniem, co skłoniło mnie do pewnej refleksji. Czy dobre filmy naprawdę są dobre, a nie tylko wydają się takie w porównaniu ze złymi?

Wpis omawiam, co prawda, na przykładzie filmów, jednak problem dotyka wszystkich aspektów popkultury: seriali, anime, książek…

Wyobraźcie sobie świat, w którym istnieją tylko wspaniałe filmy: pouczające dramaty, zabawne komedie, wzruszające romanse, przerażające horrory i tak dalej… Nie musielibyśmy zastanawiać się, który film wybrać, żeby nie stracić czasu albo pieniędzy, bo każda decyzja byłaby właściwa. Istny raj, czyż nie? Tylko jak na dłuższą metę stwierdzić, czy filmy są dobre, jeśli nie wiemy, co znaczy „zły film”? Czy nie zaczęlibyśmy w końcu dzielić dobrych filmów na lepsze i gorsze, prędzej czy później te gorsze nazywając dla ułatwienia złymi? Czy dobry, de facto, film nie stałby się wtedy złym?

W kiepskich filmach łatwo rzucają się w oczy rzeczy głupie, bezsensowne czy niedorzeczne, więc bez problemu możemy je wymienić, z czego korzysta np. CinemaSins przy tworzeniu Everything wrong with… O wiele trudniej wskazać w porządnych filmach to, co zostało zrobione dobrze, nie wspominając już o docenieniu; przecież tego właśnie spodziewamy się po filmie – że będzie miał sens, świetnych bohaterów, z którymi możemy się identyfikować, najlepiej niespodziewany twist fabularny, świeże podejście do starego tematu, brak schematów lub ich dobre wykorzystanie i, przede wszystkim, nie potraktuje widza jak kompletnego idioty (co zdarza się coraz rzadziej – pamiętacie wpis o wydmuszkach?).


(źródło)

Zauważyłam, że kiedy oglądam film, który uważam za dobry, mam problem z napisaniem jego recenzji, bo trudno mi ubrać w słowa to, co mi się w nim podobało, zwłaszcza konkretniej. Pewnie, mogę stwierdzić, że humor w Kapitanie Ameryce: Wojnie Bohaterów był na o wiele wyższym poziomie niż w drugiej części Avengersów, gdzie żarty wydawały się napisane na kolanie pięć minut przed rozpoczęciem zdjęć. Ale czy mogę to uzasadnić albo podać przykład, z którym wszyscy się zgodzą? Nie bardzo. Mogę też powiedzieć, że Narzeczona dla księcia to jeden z pierwszych filmów, w których umiejętnie zagrano schematami komedii romantycznej osadzonej w realiach średniowiecznych, potrafię je też wymienić, ale czy mogę udowodnić, że wykorzystano je lepiej niż w innych filmach? Problem w tym, że moja opinia jest subiektywna i w żadnym wypadku nie może świadczyć o jakości filmu. Ba, jednogłośna decyzja większej grupy osób też jest subiektywna. Komu więc wierzyć – krytykom, widzom? Nieraz okazuje się, że ich gusta są sprzeczne. Mówiąc ściślej, krytycy czy widzowie często nie zgadzają się, nie w kwestii samego filmu (w którym mogą im się nie podobać różne rzeczy, jednak summa summarum ocena filmu wychodzi na plus), a jednego jego aspektu – kreacji lub zachowań bohaterów, efektów specjalnych, sensowności fabuły i wielu innych.

Skoro istnieje zatem taka różnica w dostrzeganiu rzeczy złych i dobrych, to czy te dobre naprawdę można nazwać dobrymi? Czy gdyby rzeczywiście były dobre, nie byłoby ich tak łatwo wymienić, jak rzeczy złych? Może więc są co najwyżej akceptowalne? W porządku, ale bez szału?

Czy przygnieceni ogromną ilością filmów (w większości złych), którymi jesteśmy co roku zarzucani, zadowalamy się tym, co jest niewiele lepsze? Nie oszukujmy się, gros filmów robi się obecnie w pośpiechu, odziera się je z głębszego znaczenia i wykorzystuje się jak największą liczbę schematów. Czy przypadkiem nie jest tak, że gdy oglądamy sporo filmów, a zdecydowana większość z nich jest niskich lotów, wystarcza nam to, co nie jest złe? Tak bardzo cieszymy się z tego, że udało nam się znaleźć coś innego, od wszystkich tych złych filmów, że rozdmuchujemy ten fakt do niebotycznych rozmiarów i z dumą twierdzimy, że obejrzeliśmy dobry film?

Przyznam szczerze, że ta myśl trochę mnie zaniepokoiła. Co wy o tym myślicie?

Zapisz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s