ASHBY

ashby(źródło)

…czyli film o tym, że mieszkający po sąsiedzku staruszek może okazać się emerytowanym zabójcą na usługach CIA. Brzmi jak pomysł na dobrą komedię, prawda? Zresztą na to wskazuje także zwiastun. Niestety ani to komedia, ani dramat, ani właściwie nic innego. Jest za to całkiem nudno i przeciętnie.

Ed Wollis (Nat Wolff) to inteligentny nastolatek, który nie potrafi się odnaleźć w nowej szkole. Jego ścieżki przypadkowo krzyżują się z Ashbym (Mickey Rourke), emerytem, któremu zostały trzy miesiące życia. Ta krótka znajomość zmieni życie ich obu.

Ashby mógłby być świetnym filmem o dorastaniu, poznawaniu samego siebie, odkupieniu swoich win, a nawet zderzeniu pokoleń, gdyby tylko twórcy trochę się wysilili. Niestety o wiele łatwiej było wykorzystać wszystkie licealne schematy (a nie, brakowało cheerleaderek!), bo przecież Ed musi być przemądrzałym outsiderem, którego już na pierwszych zajęciach chwali nauczyciel, co wywołuje wobec niego niechęć członków drużyny futbolu. Drużyny, do której Ed chce się dostać (sport to w końcu spełnienie marzeń każdego licealisty!) i udaje mu się to (oczywiście nie podczas naboru, bo to sposób dla przeciętniaków), szybko stając się bohaterem wszystkich meczów. Rodzice Eda muszą być, oczywiście, rozwiedzeni – ojciec nie ma dla syna czasu, matka umawia się z nieodpowiednimi facetami. Życia może go nauczyć tylko zgryźliwy Ashby.

Największy problem mam chyba z samym Edem, który jest irytującym, przemądrzałym dupkiem i nie da się tego usprawiedliwić żadnymi kłopotami rodzinnymi ani brakiem autorytetu. Podejrzewam, że jest on próbą stworzenia geniusza z niską inteligencją emocjonalną, mającego wzbudzać w widzu uczucie sympatii, jakich się ostatnio namnożyło (Sherlock, Sheldon z Teorii Wielkiego Podrywu, Walter ze Scorpion), tyle że mocno nieudaną. Jego „przemiana”, jeśli w ogóle można mówić o jakiejś przemianie, jest – podobnie jak sam film – nijaka i właściwie słabo uargumentowana.

ashby-movie(źródło)

Obiekt westchnień Eda, grany przez Emmę Roberts, i sam wątek romantyczny są słabe. Eloise jest typową inteligentną, zadziorną licealistką i, cóż, musi być bardzo skromną milionerką, skoro trzyma w piwnicy sprzęt do rezonansu magnetycznego (szybki research pokazuje, że stworzenie odpowiednio wyposażonego gabinetu to koszt rzędu 5 mln zł), która nadaje na tych samych falach co Ed. Jedyną kwestią wartą uwagi jest sama Emma, która w moim umyśle już dawno została zaszufladkowana w roli nastoletniej suczy. Niestety Eloise nie wystarczyła, żeby to zmienić, ale mam nadzieję, że stanowi jakiś początek.

Bohaterowie są jednowymiarowi i naprawdę trudno się z nimi identyfikować. Dobrze spisał się jedynie Mickey Rourke w roli Ashby’ego (dość nietypowej jak na niego) – samotnego, umierającego mężczyzny, który postanawia zadośćuczynić za błąd popełniony w przeszłości, do czego pośrednio przyczynia się znajomość z dociekliwym Edem.

Cały problem Ashby’ego tkwi w tym, że zwiastun jest lepszy niż film. Żarty nie śmieszą ani nie zaskakują, bo wszystkie widzieliśmy już w trailerze, podczas seansu towarzyszy nam zatem uczucie wtórności i znudzenia. Mam wrażenie, że w filmie samych żartów nie potrafiono w odpowiedni sposób zaakcentować, co dodatkowo odbierało przyjemność z oglądania. Pamiętam, że przy kilku scenach myślałam nawet „kurczę, w zwiastunie wyglądało to jakoś lepiej!”. Samo zakończenie też do mnie nie przemawia, o przemianie Eda już wspomniałam, a o losie Ashby’ego… cóż, nie chcę wam spoilerować, gdybyście jednak zdecydowali się obejrzeć film.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s