LEKTOR, DUBBING A MOŻE NAPISY?

television(źródło)

Nienawidzę lektora. Serio. Za dubbingiem polskim też nie przepadam. Jak tylko mam możliwość wyboru napisów – zawsze z niej korzystam. A jak nie, to oglądam w oryginale (o ile mowa o angielskim albo hiszpańskim). Niestety rodzima telewizja wciąż takiej opcji nie oferuje, nad czym ubolewam, ale też po części ten wybór rozumiem.

No to może przejdźmy do konkretów: oto 4 powody, dlaczego nie znoszę filmów z lektorem.

Powód nr 1. Lektor zagłusza głosy aktorów, których – co tu dużo mówić – po prostu lubię słuchać. Brzmią naturalnie i kryją się w nich emocje pasujące do konkretnej sceny. Teoretycznie rozwiązaniem tego problemu powinien być dubbing, ale kiedy ogląda się dużo filmów i seriali, dubbing wydaje się po prostu… niewłaściwy, no bo jak to tak – Paul Rudd brzmi jak Piotr Adamczyk? Nie ten głos albo nie ta twarz – zależy jak na to spojrzeć. Polski dubbing niestety jest problemem samym w sobie, bo do najlepszych nie należy. Do dziś pamiętam niektóre kwestie z Króla Szamanów przeciągane i akcentowane w koszmarny sposób, byle tylko zmieścić się w czasie ruszania ust bohaterów. Swoją drogą Japończycy sztukę podkładania głosów opanowali do perfekcji, seiyū potrafią modulować głos w taki sposób, że czasem trudno ich rozpoznać.

Powód nr 2. Jeden lektor wypowiada kwestie wielu aktorów, więc to normalne, że zdarza mu się nie nadążać i czasem nie wiadomo do kogo dana kwestia należy, zwłaszcza że musi mówić powoli i wyraźnie. Częściowym rozwiązaniem tego problemu jest okrojenie dialogów do niezbędnego minimum, to znaczy wyrzucamy wszystkie powiedzonka, powtórzenia, przekleństwa (a jak już jakieś zostawimy, to koniecznie je łagodzimy, bo przekleństwa są fe, kiedy wypowiada je ktoś inny) i ogólnie wszystkiego, co nie jest nam potrzebne. Wskutek czego zabijamy całą różnorodność bohaterów – dziecko, przestępca i naukowiec wypowiadają się w dokładnie taki sam sposób. Koszmar.

Powód nr 3. Monotonność głosu lektora zabija wszystkie emocjonalne sceny, nieważne, czy akurat powinniśmy się trząść ze strachu, śmiać do rozpuku czy wypłakiwać sobie oczy. Żarty, jeśli nie są pomijane, w ogóle nie śmieszą, a podczas wielkich wyznań bohaterów musielibyśmy obierać cebulę, żeby wycisnąć z siebie jakąś łzę.

Powód nr 4. Zdarza się niepoprawne tłumaczenie. Choć nie jest to problem wyłącznie filmów z lektorem, bo i w napisach, i w dubbingu znienacka wyskakują chochliki. Ale o ile, w napisach mamy możliwość wyłapania błędu i zrozumienia ze słuchu właściwej kwestii, a w dubbingu w ogóle nie wiemy, czy błąd został popełniony, o tyle w lektorze możemy błąd wyłapać (czasem kwestie są jak z kosmosu), ale już nie jesteśmy w stanie usłyszeć właściwej wypowiedzi, bo głosy aktorów są zagłuszane. Strasznie mnie to irytuje.

websites-to-download-subtitles(źródło)

Skoro lektor to takie zło, dlaczego telewizja nie wymieni go na napisy albo dubbing – zapytacie. Ano dlatego, że lektor jest znacznie tańszy i prostszy niż dubbing. Nie dość, że trzeba zapłacić tylko jednemu człowiekowi, to jeszcze nie musimy się martwić o to, żeby kwestie jednocześnie mieściły się w czasie ruszania ust bohaterów i zachowywały sens pierwotnej wypowiedzi. A napisów Polacy nie chcą.

W badaniach przeprowadzonych w 2002 r. (na zlecenie Canal Plus) i 2007 r. (zarówno BBC Prime, jak i TVP) okazało się, że lektor ma najwyższe poparcie (zawsze w granicach 50%), dubbing siedzi mu na ogonie (między 43% a 45%), a napisy są daleko, daleko w tyle (między 4% a 8%). Co prawda Dziennik przeprowadził badanie w 2008 r., według którego napisy preferowało aż 19% badanych, ale niestety nie wzięto pod uwagę pozostałych opcji.

Skąd więc ta niechęć do napisów? To tylko moje przypuszczenia, ale wysunęłam 3 wnioski.

1. Większość Polaków nie lubi czytać, to wiadomo nie od dziś; co więcej, niewielu z nich czuje się pewnie w języku obcym na tyle, by oglądać zagraniczne programy bez żadnego wsparcia, a skoro telewizja zazwyczaj stanowi tło dla wykonywanych czynności – nauki, pracy, obowiązków domowych – o wiele łatwiej jest polegać na słuchu niż wzroku.

2. Telewidzowie to zazwyczaj ludzie starsi, schorowani lub w średnim wieku (młodsi wolą oglądać na nowszych osiągnięciach techniki, co ładnie wyśmiał Neil Patrick Harris na zeszłorocznych Oscarach), którzy mają problemy ze wzrokiem albo wskutek choroby nie mogą nadążyć za zmieniającymi się napisami.

3. Ludzie są po prostu wygodni – przyzwyczaili się do tego, że ktoś odwala za nich robotę, stąd tak duże poparcie dla lektora i dubbingu (tyle że lektor jest tańszy i szybszy, więc stanowi ekonomiczny wybór).

Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby telewizja zdecydowała się na oferowanie więcej niż jednej opcji. Najlogiczniejszym wyborem byłyby tutaj napisy, choćby ze względu na osoby niedosłyszące lub głuche. Niestety poparcie dla napisów jest zbyt niskie, by takie wyjście było opłacalne, a przecież nikt nie lubi płacić podwójnie.

A jakie jest wasze podejście do tłumaczenia zagranicznych produkcji? A może macie jeszcze inny pomysł, dlaczego Polacy wolą słuchać niż czytać?

Reklamy

2 uwagi do wpisu “LEKTOR, DUBBING A MOŻE NAPISY?

  1. Sugarfree

    Ja polski dubbing toleruję jedynie przy zachodnich animacjach, w przypadku bajek Disneya zawsze preferowałam piosenki śpiewane po polsku. Nienawidzę polskiego dubbingu, ale z drugiej strony dzięki niemu wiele tekstów weszło nawet do użytku codziennego, jak na przykład cytaty ze Shreka.

    A co do „Króla Szamanów” to paradoksalnie nasza wersja językowa była bardzo chwalona za granicą, a zwłaszcza polski opening. :)

    Polubienie

    1. W ogóle istnieje pewna przepaść jakościowa między dubbingiem animacji a dubbingiem filmów na korzyść tego pierwszego. Trochę ubolewam nad faktem, że u nas w przeciwieństwie do Japonii, nie wykształcił się zawód aktora głosowego, więc najczęściej wykorzystuje się aktorów, którzy przeszli szkolenie, gdzie na pewno uczyli się dykcji, modulacji głosu i tym podobnych. Niestety często wybiera się tylko znanych aktorów (być może licząc na to, że znane nazwiska przyciągną większą widownię), co mnie wyjątkowo przeszkadza, bo trudno nie kojarzyć specyficznego głosu takiego Adamczyka. Choć czasem wychodzi to fajnie, jak w przypadku właśnie Shreka.

      Jeśli chodzi o „Króla Szamanów”, to opening wprost ubóstwiam. Jest o niebo lepszy od pozostałych wersji językowych i słucham go do dzisiaj! Głosy zostały dobrane przyzwoicie, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że w wersji japońskiej braciom Asakura głosy podkładały kobiety(!). Chodzi mi raczej o koszmarne przeciąganie słów, żeby dopasować je do ruchu animowanych ust, co jest bolączką dubbingu ogólnie, bo de facto nic się nie da zrobić z różnicami językowymi.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s