ZE ŚMIERCIĄ MU DO TWARZY – KRÓTKO O DEADPOOLU

deadpool1-gallery-image
(źródło)

Deadpool pobił już wszelkie rekordy związane z zarobkami, a i ja w poniedziałek dorzuciłam swój grosz. Czy było warto? Jak najbardziej, ale wszystkie zachwyty wokół filmu (superpozytywne recenzje i maksymalne oceny) wydają się trochę przesadzone.

Miało być zabawnie, wulgarnie i nowatorsko. A jak wyszło? Wulgarnie (zaskakująco – nie aż tak jak zapowiadano), zabawnie (przez większość czasu) i wcale nie nowatorsko (bo to wszystko już gdzieś było).

Film przedstawia typowy origin story z wszelkimi schematami, tyle że okraszony dużą dozą ordynarnego i ironicznego humoru. Superbohater po przejściach? Jest. Zemsta na naukowcu/złoczyńcy (taki miks, bo i przeprowadzał eksperymenty na ludziach, i handlował bronią)? Jest. Wątek romantyczny? Jest. Dama w opałach? Jest. Pocieszni pomocnicy? Są. Twórcy nawet nie próbują ukrywać wykorzystywanych schematów – już na wstępie wymieniają, że w dalszej części pojawi się superprzystojny główny bohater, śmieszny pomocnik, supergorąca laska i inni… Brawa dla tłumaczy, którzy british villain przetłumaczyli jako wredus – czy ktoś faktycznie używa takiego sformułowania?

Niestety poziom żartów był dość zróżnicowany – trafiło się sporo kwestii naprawdę zabawnych, trochę średnich i całkiem przekombinowane. Choć przed seansem obawiałam się, że ten seksualny kontekst żartów zacznie mnie szybko męczyć, gdy zostanie zaserwowany w takiej ilości, to przyznaję, że nawet tego nie odczułam. Za to o wiele ciekawsze i fajniejsze były odniesienia do popkultury i przełamywanie czwartej ściany.

new-deadpool-promo-images-offer-hints-movie-s-unconventional-tone-492440(źródło)

Słyszałam dużo zachwytów nad kampanią marketingową i trochę narzekań, że wszystkie istotne sceny pojawiły się już w zwiastunach, dlatego bardzo mnie cieszy fakt, że nie śledziłam promocji zbyt dokładnie. Swoją drogą zachwyty nad kampanią też wydają mi się przesadzone. Uważam, że – podobnie jak film – miała lepsze i gorsze momenty. Trzeba jednak przyznać, że była rozbudowana i dość zabawna – a to zawsze plus.

Tak czy inaczej Deadpool był całkiem przyjemnym filmem z główną postacią, której poczucie humoru do tej pory było w dużej mierze zarezerwowane dla pomocników pełniących rolę tzw. comic relief. Nie wiem, czy wpłynie w znaczącym stopniu na kinematografię; być może powstanie więcej filmów z kategorią R, a być może producenci wciąż będą się tej strasznej literki obawiali. Póki co uważam, że to taki typowy film superbohaterski – można nieźle bawić się podczas oglądania, ale prędzej czy później zacznie się o nim zapominać. I tyle.

Reklamy

7 uwag do wpisu “ZE ŚMIERCIĄ MU DO TWARZY – KRÓTKO O DEADPOOLU

  1. Filmowa marka Marvela jest już tak rozbudowana i towarzyszy nam od tylu lat, że już od dłuższego czasu prosiła się o coś w rodzaju Deadpoola. Właśnie o to burzenie czwartej ściany, o pewne naśmiewanie się z konwencji, czasem o bezczelne parodiowanie. Tak jakby jakaś bańka od lat pęczniała, wybuchła w postaci Deadpoola i wszyscy poczuli ulgę – taka moja całkowicie subiektywna teoria tłumacząca fenomem Deadpoola.

    Sam film mi się podobał, nawet bez wstydu mówię, że nawet te żarty „poniżej pasa” mnie ubawiły. Wydaje mi się, że ten czarny humor i gadka o seksie nie była tam wrzucana na siłę, ale dokładnie przemyślana by balansować na granicy dobrego smaku i jej nie przekroczyć.

    Polubienie

    1. Większość filmów faktycznie utrzymuje poważny, mroczny klimat, od czasu do czasu wplatając żarty, zatem taki Deadpool, który ma lekki klimat, a czasem pojawia się jakaś poważniejsza scena (przecież nawet tortury zostały rozjaśnione żartami) – jest totalną zabawą schematem.
      Nie dziwię się, że wielu ludzi tak na niego czekało, bo miał być czymś nowatorskim, tylko według mnie to wszystko już gdzieś wcześniej było (być może nie wszystko naraz i nie wszystko w takim natężeniu, ale jednak). Z drugiej strony, nie każdy musiał widzieć wszystkie produkcje, które widziałam ja, więc może takich odczuć nie mieć.
      Film był fajny, naprawdę mi się podobał i, jak pisałam w recenzji, byłam zaskoczona tym, że ten seksualny kontekst żartów mnie nie zmęczył, nawet w takiej ilości. Te żarty „poniżej pasa”, jak je ładnie określiłeś, też były zabawne, ale część żartów ogółem (nie tylko wśród nich) była znacznie słabsza. No ale nie ma tu sensu kogokolwiek winić, bo pisanie zabawnych kwestii jest niesamowicie trudne, więc nie można było spodziewać się samych dobrych żartów (szczególnie, że to, co jednym się nie podoba, innych niezmiernie bawi).

      Polubienie

  2. Jeż w naleśniku

    Chwilami było mi wstyd, że śmieję się z tak słabych żartów. Czyżby presja tłumu? Nie wiem. Brechtałam się… A po wyjściu z sali włączyłam mózg. Poczułam ulgę.

    Polubione przez 1 osoba

    1. A wiesz, że miałam tak samo? Obok mnie siedział kolega, który śmiał się cały czas (szczególnie na scenach walk – bardzo go te masakry bawiły xD) i jakoś tak głupio było mi się nie śmiać. Właściwie śmiać to złe słowo, bo te żarty wywoływały u mnie co najwyżej uśmiech, jak większość komedii w dzisiejszych czasach (bo jak nie uśmiech rozbawienia, to politowania ;). Tak czy inaczej było trochę fajnych tekstów, ale nie wszystkie trzymały poziom. Co innego, że pisanie zabawnych tekstów to naprawdę trudna sztuka.

      O, czyżby nowy jeż w awatarze? Śliczniutki!

      Polubione przez 1 osoba

      1. Jeż w naleśniku

        Ale Freddy i mapa Utah – poezja. Po prostu parsknęłam jak wściekła świnia. To było coś, jedno z niewielu „cosiów”.
        A dziękuję, dziękuję, mi też się podoba. ;D

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s