CZY SPIN-OFF TO GWÓŹDŹ DO TRUMNY SERIALU?

the-flash-key-art-16x9-1(źródło)

Gdzie się człowiek nie obejrzy, tam spin-off, remake, reboot czy jeszcze inny sposób na wyciągnięcie pieniędzy od widza. Jasne, raz na jakiś czas zdarzy się coś wartego uwagi, ale jest to porównywalne z szukaniem igły w stogu siana. Co ciekawe w przypadku seriali sprawa wygląda trochę inaczej niż w przypadku filmów.

Filmowe spin-offy powstają zazwyczaj po zakończeniu danej serii lub gdy seria nieuchronnie zbliża się ku końcowi (najczęściej ze względu na brak świeżych pomysłów) i są jedynie próbą przedłużenia kontaktu z fandomem. Czasem aż do przesady. Potencjał świata przedstawionego, a przy okazji i portfele fanów, wyciska się do ostatniej kropli tudzież grosza. Dostajemy więc próbę zapoczątkowania nowego cyklu, który albo się uda, albo nie (gdyż chęć utrzymania klimatu oryginalnej serii zbyt często skutkuje jej całkowitą kopią). W najgorszym wypadku tracimy około dwóch godzin życia i 20-30 złotych na bilet do kina. Pierwotny cykl nic na tym nie traci, wręcz przeciwnie, nieraz zyskuje w oczach widzów i zostaje uznany za niedościgniony klasyk (a blogerzy mogą sobie w spokoju ponarzekać…).

W przypadku seriali sprawa ma się dwojako. Z jednej strony spin-off może zostać ogłoszony już po zakończeniu emisji i podzielić wyżej opisane losy filmu, a z drugiej – powstać na fali popularności swojego poprzednika, jeszcze w trakcie jego emisji. Niestety zbyt często działa to na korzyść tylko jednego z nich. Najbardziej rzuca się to w oczy w przypadku dwóch seriali The CW – Pamiętników wampirów i Arrow.

Zanim przejdę do wyjaśnień, muszę zaznaczyć, że utworzenie spin-offów nie jest jedynym powodem spadku jakości obu tych produkcji, ale z pewnością zadało im ogromny cios.

the-vampire-diaries-promo-image
(źródło)

Pamiętniki wampirów przestałam oglądać w połowie 6 sezonu, dlatego moja wiedza na ich temat jest niejako ograniczona. Nie zmienia to jednak faktu, że na tamtym etapie The Originals zgarnęło wszystkich interesujących bohaterów (tych o wątpliwej moralności), zostawiając za sobą wyłącznie tych mdłych, których od pierwszego sezonu przemaglowano już na wszystkie sposoby. Co więcej, od odejścia rodziny Michaelsonów i Katherine, scenarzyści Pamiętników nie potrafili stworzyć porządnych złoczyńców, a bez tego trudno traktować poważnie serial, który opiera się na schemacie pokonania złoczyńcy sezonu. The Originals całkiem nieźle wykorzystało kredyt zaufania zaciągnięty u twórców: zgromadziło interesujących bohaterów z moralnością rozciągliwą jak guma do żucia i przedstawiło całkiem nową, wciągającą historię. W tym samym czasie Pamiętniki wampirów pogrążyły się w ciągłym ożywianiu teoretycznie zmarłych postaci, bolesnym powtarzaniu schematów i rotacji związków między bohaterami. Aż chciałoby się podsumować: The Originals 1:0 Pamiętniki wampirów.

Z kolei Arrow podupada już od jakiegoś czasu i nawet rozjaśnienie mrocznego klimatu o kilka tonów (ze względu na ciepłe przyjęcie lekkiego Flasha) niewiele pomogło. Był czas, kiedy bardziej od właściwej fabuły interesowały mnie wydarzenia na wyspie – scenarzyści świetnie wykorzystali flashbacki, niemal w każdym z nich ukazując mniejszy lub większy zwrot akcji. Teraz używa się ich wyłącznie z konieczności, żeby mieć co pokazać w ciągu 45 minut trwania odcinka; brak im jakiegokolwiek wpływu na wydarzenia, są nudne i zupełnie niepotrzebne (no może za wyjątkiem tych pod koniec sezonu, które zapewne wyjaśnią pochodzenie mocy Darhka albo sposób ich zniwelowania). Scenarzyści stali się więc niewolnikami schematu, który sami sobie narzucili w pierwszym sezonie. A już spontaniczność, z jaką tworzą obecny sezon, odebrała mi resztki nadziei, które wiązałam z tym serialem. Pamiętacie świeżo wykopany grób, który pojawił się w pierwszym odcinku czwartego sezonu? Oni jeszcze nie zdecydowali, kto umrze. No halo, to właściwie to samo, co dumne stwierdzenie „nie wiemy, co robimy, więc wykorzystaliśmy tanią sztuczkę, żeby przyciągnąć widzów!”.

1364899280_67003(źródło)

Wisienką na torcie są aż dwa spin-offy (The Flash i Legends of Tomorrow), które – tak jak w przypadku Pamiętników – zabrały wszystkich fajnych bohaterów. Barry Allen? A, zróbmy z tobą serial. Sara Lance? Ray Palmer? Captain Cold? Osobno nie jesteście wystarczająco ważni, więc czemu by nie zebrać was do kupy i zobaczyć, co z tego wyjdzie? Naprawdę mam wrażenie, że Arrow jest już tylko pseudoserialem, który istnieje wyłącznie po to, żeby sprawdzić, czy konkretne postaci zyskają sympatię fanów i nadadzą się do zrobienia spin-offu. Za każdym razem, kiedy pojawia się jakaś fajna postać, która mogłaby popchnąć akcję do przodu albo trochę namieszać, odchodzi, zanim będzie jej to dane (biedna Felicity była parowana z każdym młodym, przystojnym bohaterem, co powinno postawić pod znakiem zapytania jej wielką miłość do Olivera). Scenarzyści nie próbują nawet ukryć, że ciekawe postaci nie zagrzeją długo miejsca w serialu, zostawiają zatem tylko te na tyle przeciętne, nie będące w stanie przyciągnąć wystarczającej widowni do nowej produkcji. To ogromny cios dla serialu, który w dużej mierze opiera się na sympatyczności bohaterów.

Najgorsze w tym wszystkim są jednak crossovery, które stanowią wyjątkowo paskudny zabieg ze strony twórców. Przy wyraźnym spadku jakości serialu pierwotnego następuje całkiem logiczny wybór – porzucenie go na rzecz innego, choćby właśnie spin-offu, który jeszcze trzyma poziom. Niestety, scenarzyści są tego boleśnie świadomi, dlatego dokładają wszelkich starań, żebyśmy musieli oglądać wszystkie produkcje, bo inaczej pogubimy się w wydarzeniach. Zamiast przyłożyć się do polepszenia jakości pierwotnego serialu, scenarzyści uciekają się do tak tanich sztuczek.

Jaki z tego wniosek? Chęć opowiedzenia dobrej historii, niestety coraz częściej przegrywa z rządzą zysku. Choć spin-off nie jest wyłącznym powodem spadku jakości pierwotnego serialu, to ma na niego ogromny wpływ, bo zabiera mu to, co najistotniejsze – szansę na rozwój.

PS Jak to się dzieje, że sesja zawsze zaskakuje wykładowców?

PPS Zaczęłam powolne nadrabianie karygodnych braków w anime, więc postanowiłam informować was o moich postępach, od czasu do czasu edytując wpis o planach anime na 2016r. Zajrzyjcie raz na jakiś czas, żeby wiedzieć, co będę śledziła, a co nie.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “CZY SPIN-OFF TO GWÓŹDŹ DO TRUMNY SERIALU?

  1. Całkowicie się zgadzam. Bardzo żałowałam, że zabrano wszystkie fajne postaci z ‚TVD’, ale w sumie wyszło to na korzyść ‚Originalsów’, których muszę zacząć wreszcie nadrabiać, bo trochę sobie w tym sezonie odpuściłam. ‚Pamiętniki’ bardzo słabo na tym wyszły i tak naprawdę gdyby nie przystojniak Enzo, pewnie w ogóle porzuciłabym oglądanie.

    Z ‚Arrow’ to samo – zrobili z tego śmieszną papkę, której nie da się oglądać. ‚Flash’ był bardzo przyjemną odmianą od tych głupot, ale teraz też trochę zaczyna męczyć. Cała ta walka z Zoomem ciągnąca się przez wieeeele, wiele odcinków nudzi bardzo. Zobaczymy, co będzie dalej, ale mam wielką nadzieję na jakąś poprawę. ‚Legends of Tomorrow’ mnie nie przekonało. Lubię tam jedynie chłopaków ze ‚Skazanego na śmierć’, reszta działa mi na nerwy.

    Co do spin-offów, znam jeden, który chyba twórcom nie wyszedł. Chodzi o ‚Ravenswood’ – odnogę ‚Pretty Little Liars’. Jakiś taki pseudohorror z elementami fantastyki, w którym pojawił się jeden z bohaterów ‚PLL’. Jego późniejszy powrót do właściwego serialu wydał mi się z lekka niesmaczny i cały czas, gdy go widzę, nie mogę zapomnieć, że gadał z duchami i ogólnie brał udział w tych wszystkich śmiechowych horrorowych akcjach. Pomysł był, ale chyba nawet logicznie tego spin-offu nie zakończyli.

    Lubię to

    1. Dzięki za komentarz! :)

      Tak jak pisałam powyżej – zbyt często spin-off jest korzystny tylko dla jednego serialu. Nie ma się zresztą co dziwić, w końcu scenarzyści muszą się zajmować kilkoma scenariuszami naraz.

      Dokładnie tak, a ta walka w ogóle nie ma sensu! Przecież Zoom pozamiatał Barrym przy pierwszym spotkaniu. Zamiast wysyłać po niego kolejnych zbirów, mógłby go porwać razem z Wellsem i sprawa rozwiązana. Jeśli dobrze pamiętam tylko speedsterzy mogą poruszać się między światami, więc Barry’ego nie miałby kto uratować.
      W LoT mam wrażenie, że wszyscy zachowują nielogicznie, ale to pewnie przez to, że w serialu jest za dużo bohaterów od samego początku, przez co ich relacje i zachowania są strasznie naciągane, bo nie ma czasu na ich lepsze przedstawienie.

      A racja, zupełnie zapomniałam o tym nieudanym spin-offie. Obejrzałam go, ale też nie pamiętam zakończenia, chyba był jakiś cliffhanger. Wydaje mi się, że scenarzyści sami nie wiedzieli do czego zmierzali – upodobnienia do PLL czy stworzenia młodzieżowego serialu fantastycznego. Podobne wrażenia miałam też przy Secret Circle, chociaż to nie spin-off (jeśli dobrze pamiętam tytuł, w każdym razie o czarownicach) – ani nie miało porządnej fabuły, anie sympatycznych bohaterów.

      Niestety, żeby trafić na porządny serial, trzeba najpierw przedrzeć się przed bagno miernoty. ;)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s