SERIALE – PODSUMOWANIE SEZONU LETNIEGO


(źródło)

Powoli zaczyna się sezon jesienny, najwyższa pora rozliczyć się z nowymi serialami, które zaserwowano nam w wakacje.

W sezonie letnim raczej trudno znaleźć ciekawy serial, który nie zostałby potraktowany po macoszemu przynajmniej w jednym aspekcie, co jest raczej smutne, ale też po części zrozumiałe. Ilość odcinków nie pozwala na właściwe rozwinięcie historii i/lub bohaterów, a mniejsza oglądalność skutkuje niższymi nakładami finansowymi, na których najczęściej cierpią seriale sf. A na tym z kolei cierpię ja.

Zacznijmy od tego, że przed wakacjami miałam wielką ochotę obejrzeć serial sf, ale taki z akcją w kosmosie, z rumieńcami wyczekiwałam więc nadejścia Killjoys i Dark Matter. Mój zapał osłabiał jedynie fakt, że obie produkcje są kanadyjskie. Kanadyjczycy mają problem z tworzeniem seriali, które bardzo często zaczynają się wyśmienicie, niestety dość szybko zaczyna im brakować pomysłów. Spójrzcie chociażby na Continuum – nie mogę się zmusić do oglądania finałowego sezonu, choć bardzo zależało mi na tym, żeby poznać zakończenie historii, albo Orphan Black, w którym Tatiana Maslany przyćmiewa całą resztę, ale trzeci sezon zmęczył mnie gdzieś w połowie. Tak, zmęczył.

DARK MATTER i KILLJOYS


(źródło)

Grzechem głównym scenarzystów obu tych seriali jest kiepskie rozplanowanie fabuły, przez co naprawdę trudno śledzić akcję z zapartym tchem. Jak już pojawi się coś związanego z wiodącym wątkiem, dostajemy w twarz odcinkiem proceduralnym, który nijak ma się do całości – nie podsuwa żadnych istotnych informacji, a bohaterowie znikają tak szybko, jak się pojawili. Pod tym względem szczególnie zawodzi Killjoys. Widać, że historia Układu i panujące w nim reguły są dobrze przemyślane, ale podawane nam szczątkowe wiadomości nie wystarczą, by działania bohaterów i polityczne zawirowania były w pełni zrozumiałe. Może binge-watching troszkę by pomógł, ale przecież SyFy nie taki zamysł ma na swoje seriale. W obu przypadkach spodziewałam się czegoś lepszego, ale oglądałam, bo nie było nic lepszego, w końcu Defiance też się popsuło (kończ, waść, wstydu oszczędź!).

Zarówno Dark Matter, jak i Killjoys dostały zamówienie na drugi sezon, więc pewnie zobaczymy się za rok, bo potencjał jest, tylko trzeba go wykorzystać. No i zawsze fajnie popatrzeć na kobiece postaci, które zamiast czekać na ratunek, potrafią porządnie skopać tyłki.

SENSE8

(źródło)

Bracia Wachowscy i serial o ludziach z całego świata, którzy są w jakiś sposób połączeni i dzięki temu mogą wzajemnie korzystać ze swoich umiejętności – co mogło pójść źle? Ano to, że ta ich różnorodność jest strasznie naciągana. Sam wybór państw jest mocno wtórny – Stany Zjednoczone, Meksyk, Kenia, Niemcy, Anglia, Indie, Korea (podobnie zresztą miast – wszyscy mieszkają w stolicach albo przynajmniej wielkich metropoliach). Wtórni są też bohaterowie: jak z Meksyku to aktor telenoweli, jak z Seulu to niedoceniona bizneswoman znająca sztuki walki, jak z Chicago to policjant polskiego pochodzenia itd. A i sam serial jest po prostu nudny i ciągnie się jak flaki z olejem. No i dość dużo miejsca zajmują wątki związane z homo- i transseksualizmem, tyle że nie mają większego znaczenia dla fabuły, wydają się za to wynikiem obecnych trendów poprawnościowych w popkulturze. Nie zrozumcie mnie źle, pod względem technicznym nie mam serialowi nic do zarzucenia, tylko ta wtórność jest irytująca. Sense8 to tylko ładna wydmuszka, nic więcej. Odpuszczam.

ZOO


(źródło)

Przyznam szczerze, że za Zoo zabrałam się z dwóch powodów: ślicznych zwierzątek, które postanowiły się wreszcie zemścić na ludziach za wszystkie wyrządzane im okrucieństwa, i Billy’ego Burke’a, którego jakoś tak polubiłam po Revolution (chociaż serial odpuściłam sobie po 1 sezonie). Jak zapewne już się domyślacie – nie miałam zbyt wygórowanych wymagań względem tej produkcji i… bardzo dobrze. Dostałam to, co chciałam, czyli piękne zwierzęta, choć niektóre ujęcia kłuły w oczy swoją sztucznością, i fajnych bohaterów, nie tylko Mitcha. Zoo także dostało zamówienie drugiego sezonu i pewnie zobaczę kilka pierwszych odcinków, a potem się okaże. (SPOILER!) Jestem niezmiernie ciekawa tej zwierzęcej apokalipsy, nawet jeżeli wyjawienie powodu dziwnego zachowania zwierząt niezbyt mnie przekonało.

STITCHERS

(źródło)

Podobnie jak w Zoo mamy bardzo sympatyczne postaci, które właściwie od początku świetnie się uzupełniają. Nie są zbyt oryginalni, a ich działaniom czasem brakuje logiki, ale w sumie ich relacje są najmocniejszym punktem serialu. Poza główną bohaterką, która miała być kolejnym nieprzystosowanym społecznie geniuszem, jaki wzbudzi sympatię widzów, a okazała się być przerysowana, sztuczna i niesamowicie irytująca. Stitchers to typowy procedural z dość bezsensownymi sprawami do rozwiązania, w którego tle przewija się wątek związany z przeszłością Kirsten. Być może gdyby odgrywał on większą rolę, zdecydowałabym się dać szansę 2 sezonowi, a tak – rezygnuję.

POWERS

(źródło)

Serial oferujący inne, nieco bardziej melancholijne spojrzenie na superbohaterów. Naprawdę spodobało mi się przedstawienie ich jako ludzi zmęczonych życiem w blasku reflektorów, jednak nie będących w stanie z niego zrezygnować. No i dawny superbohater, który nie może pogodzić się z utratą swoich mocy, to ciekawy pomysł na główną postać. Nie podoba mi się za to Calista – irytujące dziewuszysko opętane ideą własnej wyjątkowości – choć wszystko zależy od tego, jak poprowadzą jej wątek w drugim sezonie. Może być bardzo ciekawie albo bardzo tandetnie. Powers momentami przynudzało, a i efekty specjalne mocno kulały, ale na pewno obejrzę 2 sezon.

YOUNGER

(źródło)

Serial, który uświadomił mi, że 25-minutowe odcinki nie zawsze zwiastują sitcom, nawet jeżeli oficjalnie mamy do czynienia z komedią. Sam serial wydaje się być raczej obyczajówką, a może to tylko do mnie nie trafia humor związany z tamponami. Naprawdę lubię Sutton Foster za jej rolę w Bunheads, gdzie zdobyła mnie swoimi nerwowymi monologami, więc dałam szansę Younger głównie ze względu na nią. I jestem trochę rozczarowana, choć od czasu do czasu pojawiały się takie króciutkie nerwowe wtrącenia, za które ją pokochałam. Jest po prostu średnio, jeśli nie nijako. Wątpię, żebym skusiła się na powrót w przyszłym roku, chyba że znów dam się zwieźć urokowi Sutton Foster…

UNREAL

(źródło)

Najlepsze zostawiłam na koniec – UnReal to zdecydowanie największe zaskoczenie sezonu letniego, a zarazem serial najbardziej dopracowany. Odważnie obnaża brzydotę show-biznesu, ukazując kontrast między bajkowym klimatem programów typu „Kawaler do wzięcia”, a dramatem, który ma miejsce za kulisami. Oczywiście jest dość mocno przerysowany, ale wystarczy, żeby człowiek po seansie był wstrząśnięty. Ciekawie było popatrzeć na zniszczonego dziedzica fortuny w wykonaniu Freddiego Stromy, którego kojarzę z Kopciuszka. W rytmie miłości, a Shiri Appleby to dla mnie głównie Life Unexpected i Dating Rules from My Future Self. Trzeba przyznać, że w UnReal każdy ma swoje problemy, z którymi bezskutecznie próbuje się zmierzyć. To wystarczy, żeby nie móc oderwać się od ekranu.

REASUMUJĄC

Sezon letni jak zwykle nie przyniósł zbyt wielu dobrych seriali. Największe oczekiwania miałam względem SyFy, bo wciąż brakuje mi dobrych space oper, ale liczę na to, że drugie sezony pozwolą na rozwinięcie pewnych wątków, a scenarzyści wyciągną wnioski z własnych błędów.

Mam więc jeden serial, który pozytywnie mnie zaskoczył i na pewno do niego wrócę (UnReal), trzy produkcje science fiction, którym dam szansę na rozwinięcie skrzydeł (Dark Matter, Killjoys, Powers), dwa tytuły, których losy rozstrzygną się po kilku pierwszych odcinkach (Zoo i Younger) i dwa, które sobie odpuszczę (Sense8 i Stitchers).

Dobrze nie jest, ale mogło być znacznie gorzej.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “SERIALE – PODSUMOWANIE SEZONU LETNIEGO

  1. Dark Matter podobał mi się bardziej od Killjoys, ale zgadzam się UnReal jest największym zaskoczeniem serialowego sezonu letniego. Błyskotliwy i inny – strasznie mi się podobał! Do Powers będę musiała się dopiero zabrać. Zmęczeni superbohaterowie? Brzmi nieźle.

    Polubienie

    1. Lexi

      Mnie też bardziej podobało się Dark Matter, ale w sumie niewiele. DM miało lepszy start niż Killjoys, tylko że w późniejszych odcinkach Killjoys fajnie rozwinął się wątek z Khlyenem, a DM troszeczkę się pogubiło. Dlatego uważam, że oba seriale są na porównywalnym poziomie, co nie zmienia faktu, że zawsze jako pierwsze oglądałam DM, bo jakoś tak nie mogłam się doczekać.
      Powers polecam, jest całkiem ciekawe, tylko nie zrażaj się tryskającą krwią – strasznie sztuczna xD

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s