PRZYGODY BOGA BEZ DACHU NAD GŁOWĄ, CZYLI O PIERWSZYM SEZONIE NORAGAMI

(źródło)

Noragami to całkiem przyjemne dwunastoodcinkowe anime o japońskich bóstwach i demonach, które z miejsca kupiło mnie klimatem podobnym do Kamisama Hajimemashita (mojego najukochańszego anime pod słońcem). Nie do końca rozumiem, dlaczego zostało przyporządkowane do kategorii shōnen, skoro walki są tam dość sporadyczne, a główną oś wydarzeń stanowią relacje między bohaterami, co uważam raczej za przymiot gatunku shōjo, ale w gruncie rzeczy jest to nieistotne. Ważne, że ogląda się je naprawdę przyjemnie.

Jak na boga Yato nie ma łatwego życia. Ludzie już dawno o nim zapomnieli, świątyni ku jego czci jakoś nikt nie kwapi się wybudować, a ludzka dusza, będąca jego bronią podczas walk z demonami, postanowiła poszukać nowego pana. Yato jednak nie w głowie załamywać się z tak błahych powodów. Zakasuje rękawy, bazgrze swój numer, gdzie popadnie, i podejmuje się każdej pracy. Dosłownie każdej – czyści nawet łazienkę. A wszystko to za niewygórowaną cenę 5 jenów (ok. 15 groszy), by pewnego dnia wybudować sobie piękną świątynię, której inni bogowie będą mu zazdrościć. Jak możecie się domyślić, przy takim cenniku trochę to jeszcze potrwa.

Anime Noragami jest adaptacją mangi pod tym samym tytułem (co jest dość częstym zabiegiem w przypadku dużej popularności komiksu), z którą niestety nie miałam czasu się zapoznać. Trudno mi więc ocenić, jak wiele wątków zostało pominiętych, ale podczas oglądania miałam wrażenie, że całkiem sporo. Pierwszy sezon zaledwie zarysowuje świat i głównych bohaterów, kilka kwestii pozostawiając niewyjaśnionych, co zresztą wywołuje wrażenie, że jest on tylko wprowadzeniem do Noragami Aragoto, który pojawi się już tej jesieni.

Największą zaletą anime są przesympatyczni bohaterowie, którzy świetnie się uzupełniają. Są dość zróżnicowani, realistyczni, a relacje między nimi wywołują uśmiech na twarzy. Co prawda nie znaczy to, że i tutaj nie wkradły się luki. Mamy więc boga zniszczenia Yato, który na przestrzeni lat zmienił się z bezlitosnego mordercy w lekkoducha, jednak brakuje jakichkolwiek wyjaśnień, jak do tego doszło. To chyba najbardziej irytujące przeoczenie, w końcu tak ogromna zmiana musiała mieć jakąś przyczynę.

Drugim problemem jest Hiyori – dziewczyna, która wypychając Yato spod kół autobusu, sama zostaje potrącona i od tej pory zdarza jej się gubić ciało. Nie żartuję, dziewczę nagle zasypia (często nie zdając sobie z tego sprawy), a jej dusza wędruje sobie dalej. Jedyną zmianą jest różowiutki ogon, który stanowi jej jedyne połączenie z ciałem. Yato co prawda ostrzega ją, że jeżeli straci ogon, umrze, ale Hiyori jakoś to nie przeszkadza w rzucaniu się na demony. Choć może to i dobrze, bo nienawidzę bohaterek, które są naiwne, słodkie i wiecznie czekają na ratunek (o tym będzie następnym razem). Hiyori przynajmniej potrafi zasadzić porządnego kopniaka.

Mamy też Yukine – świętą broń Yato – co do którego właściwie nie mam zastrzeżeń. Chłopak zmarł w młodym wieku i nie może się z tym pogodzić, przez co sprawia mnóstwo problemów swojemu bogu. Fakt, że Yato jada resztki ze śmietnika i przysypia w świątyni innego boga wcale nie pomaga.

(źródło)

Anime posiada przyjemną dla oka grafikę, co zawsze bardzo mnie cieszy. Warto zwrócić uwagę na demony, które zazwyczaj przyjmują postać ogromnych zwierząt (skorpionów, płaszczek itd.). Choć mało japońskie wyróżniają się na tle stonowanych barw jaskrawą kolorystyką. Uważam, że takie cząstkowe zabawy kolorami sprawdzają się o wiele lepiej niż przedstawienie w ten sposób całego anime, co miało miejsce np. w Bakemonogatari i było powodem, przez który porzuciłam je już po pierwszym odcinku.

Tak naprawdę najbardziej zachwyciła mnie muzyka. Raczej rzadko słucham japońskich utworów, bo niezbyt trafiają w mój gust, ale w Noragami nie dość, że opening i ending świetnie pasowały do klimatu anime, to jeszcze podbiły moje serduszko (dwa naraz!). Hello Sleepwalkers z energicznym Goya no Machiawase świetnie ujęły dynamiczną stronę związaną z walkami i charakterem Yato, a spokojniejsze Heart Realize wykonane przez Supercell wspaniale odzwierciedla relacje między bohaterami.

Na co jeszcze czekacie? Marsz słuchać! A jeszcze lepiej – oglądać!

EDIT (27.06.2016): O tym, co sądzę na temat drugiego sezonu, możecie poczytać tutaj.

Zapisz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s