MELISSA DE LA CRUZ – WYSPA POTĘPIONYCH

Wyspa Potępionych to taka typowa bajka dla dzieci, tyle że jej głównymi bohaterami nie są księżniczki, a drugie pokolenie Disneyowskich złoczyńców, które pojawiło się już w filmie Następcy (recenzję przeczytacie tutaj). Tym razem Mal, Jay, Evie i Carlos podejmują się misji odnalezienia Smoczego Oka – berła, dzięki któremu Diabolina podporządkowała sobie moce Mroku. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, ale przecież nie po to oglądamy bajki, prawda?

https://trinitygrau.files.wordpress.com/2015/06/picture-2.jpg?w=640
(źródło)


Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z twórczością Melissy de la Cruz, choć jej nazwisko nieraz obiło mi się o uszy, dlatego też nie potrafiłam zrozumieć, jak autorka bestsellerów może mieć tak słaby styl i pisać tak niesamowicie sztywne dialogi. Jedynym usprawiedliwieniem, które przychodzi mi do głowy, jest krótki deadline narzucony na nią przez Disneya, żeby zdążyć przed premierą filmu. A podobno pisze się już sequel…

Jako że to książka pisana jest na podstawie filmu (co zresztą widać, choćby po dokładnych opisach ubrań głównych bohaterów), a nie na odwrót, postaram się wymienić to, co Cruz wyszło lepiej niż w filmie, a co gorzej. Bo jak już przełknie się ten okropny styl, historia w sumie nie jest taka zła, wręcz typowo bajkowa – dzieciaki zapewne oszaleją na jej punkcie. Zresztą w niektórych sklepach widać już, że Disney próbuje zbudować kolejną po Hannie Montanie i Violetcie markę, sprzedając związane z filmem gadżety (lalki, ubrania, torby, Księga zaklęć Mal, Pamiętnik Mal).

Zacznijmy może od tego, co dobre, czyli kreatywności, z jaką zostali opisani znani nam złoczyńcy. Diabolina cały czas uważa się za Panią Mroku. Choć nie posiada już żadnych mocy, wciąż wierzy, że pewnego dnia uda jej się odzyskać magię i zemścić za wyrządzone jej krzywdy. W jej postaci najbardziej spodobało mi się to, że według córki zaczęła się kurczyć, co w sumie miałoby sens jako że wróżki z natury są malutkie. Może więc przez brak magii i wsparcia Mroku, Diabolina wraca powoli do dawnej postaci?

Zła Królowa wciąż opętana ideą piękna, zaczęła się zaniedbywać. Mimo to lubi podkreślać, że jest królową, choćby przez starty napis na dresie, w który się ubiera. Ześwirowała zupełnie, przemawiając do widmowego lusterka i, co więcej, samej sobie odpowiadając.

Dżafar, niegdyś dumny wezyr Agrabahu, otoczony luksusowymi przedmiotami, teraz większość czasu spędza w piżamie, licząc stosy monet i rozmawiając z Jago. Jest także właścicielem Graciarni Dżafara, którą zaopatruje jego jedyny syn Jay.

A Cruella jest właściwie idealnym odwzorowaniem bajkowej Cruelli, tyle że starszej o dwadzieścia lat. Uwielbia swój samochód, a jej jedyną miłością były, są i zawsze będą futra.

Z kolei w filmie złoczyńcy stanowili raczej smutną parodię samych siebie. Diabolina zatraciła gdzieś swój chłód i wyższość, z którą spoglądała na wszystkich, nawet własną córkę. Jest niska, ale nie ma ani słowa o tym, że się kurczy. Zła Królowa ubrana w strój znany z bajki, zupełnie przestała przypominać bajkowy pierwowzór. Może nie oszalała, jak w Wyspie Potępionych, ale jej piękno gdzieś uleciało. Dżafar był właściwie tylko łasy na nowe łupy. A Cruella (podobnie zresztą jak matka Śpiącej Królewny) padła ofiarą poprawności politycznej panującej w USA, co skończyło się zatrudnieniem czarnoskórej aktorki. Jakby nie patrzeć Evie też gra Latynoska.

Książka przedstawia też o wiele lepiej Carlosa, który okazuje się być typowym kujonem, niestety Mal bardzo działa na nerwy. Zachowuje się jak rozpieszczony bachor, rzucając na prawo i lewo groźbami bez pokrycia, tylko dlatego że jej matką jest Diabolina. W ogóle wszyscy młodzi bohaterowie zachowują się nadzwyczaj dziecinnie, zupełnie jakby mieli 10, a nie 16 lat, ale to raczej wina założenia autorki, która kieruje książkę do dzieci.

wp11
(źródło)

Fajnie, że Cruz przedstawiła o wiele więcej postaci z bajek, bo film ograniczył ich ilość do minimum. Ciekawie było poczytać o dr Facilierze jako dyrektorze szkoły albo Lady Tremaine wykładającej nikczemne plany i złośliwe sztuczki dla zaawansowanych. Chętnie zamieniłabym moją uczelnię na Smoczy Dwór, gdzie zgłębiałabym tajniki podstaw samouwielbienia albo próżności dla zaawansowanych (nie to żebym ich potrzebowała, moje ego i tak nie mieści się ze mną w jednym pomieszczeniu).

Jeśli lubicie bajki Disneya i jesteście w stanie przeczytać książkę, której styl jest dość ciężkostrawny, śmiało możecie zapoznać się z Wyspą Potępionych. A jak macie w rodzinie dzieciaki, to już w ogóle pędźcie do pobliskiego sklepu po książkę.

EDIT (27.06.2016): Marka Następców została uzupełniona o serial internetowy i kreskówkę.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “MELISSA DE LA CRUZ – WYSPA POTĘPIONYCH

  1. Gośka

    Zgadzam się. Wielki zły plan Mal był zwyczajnie żałosny, a nie zły. Niemniej tak, jak piszesz książkowi złoczyńcy mają w sobie jeszcze odrobinę wyblakłego uroku, zaś filmowi to karykatury. Dlatego byłam tak niezadowolona z filmu – do tej pory mam ciarki na myśl o śpiewającej Maleficent. Geez…
    Za to zastanawiało mnie jakim cudem Cruelli udało się nakłonić dzieciaki do umycia auta? Przecież Mel jako córka Maleficent powinna sprawić, że Cruella trzęsie portkami…a raczej futrami na samą myśl, że sprowadza jej córkę do roli służki. Inna sprawa, że żałuję, że pęknięcie w kopule zostało pominięte w filmie. Sądziłam, że więcej to wniesie. No cóż… mimo iż de la Cruz napisała książkę dla Disneya to jest przepaść między nią, a filmem Disney Channel.

    Lubię to

    1. Lexi

      Dziękuję bardzo za komentarz! <3
      Który wielki zły plan? Bo miała ich aż dwa – jednym było wpuszczenie Evie do garderoby Cruelli, a drugim uśpienie jej na 1000 lat (nie ma to jak zżynać plan na zaliczenie od matki xD).
      Piosenka miała kilka fajnych tekstów ( np. "Promise me you'll try to be an absolute disgrace"), ale film spokojnie mógłby się obejść bez niej. Podejrzewam, że chodziło o zarysowanie początkowych wątpliwości Mal w kwestii dobra i zła, tylko że można było nadać piosence nieco mroczniejszy ton. Ale tego Disney niestety unika.
      Też mnie zastanowiło to mycie auta. Ale to potwierdza, że Mal bali się tylko jej rówieśnicy, i to wyłącznie ze względu na jej matkę.
      Do filmu to wniosło tyle, że Maleficent czekała na ponowne naruszenie kopuły, więc wystarczyła jej chwila, żeby uciec z wyspy, kiedy Jane użyła różdżki.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s