DEVIOUS MAIDS – 3. SEZON

SPOILERY!

U mnie zawsze są spoilery, bo nie umiem pisać bez podawania przykładów, ale postaram się nad tym popracować.

Jak zwykle zaczynamy morderstwem. A żeby było zgodnie z zasadą, że w każdym kolejnym sezonie musi dziać się więcej, bardziej i mocniej, to zamiast ciała dostajemy jego części rozrzucone po całym Beverly Hills. Twórcy idą o krok dalej, bo niedługo później dostajemy drugie zabójstwo (a na końcu nawet i trzecie, ale w nim morderca jest znany od samego początku).


(źródło)

Po takim wstępie zapewne spodziewacie się, że w 3 sezonie wątek kryminalny był bardzo rozbudowany, a akcja pędziła na łeb, na szyję, prawda? Niestety, muszę was rozczarować. Większość sezonu skupiała się na życiu bohaterek, które niebezpiecznie zaczęło przypominać południowoamerykańską telenowelę. Podczas zaledwie 13 odcinków byliśmy świadkami: strzelaniny podczas ślubu, śpiączki Rosie, romansu Marisol z panem pokojówką, romansu Carmen z żonatym mężczyzną i randki z jego żoną, powrotu do żywych pierwszego męża Rosie, a zatem rywalizacji dwóch mężczyzn o jedną kobietę oraz ciąży Zoili, która miała obawy przed samotnym wychowywaniem dziecka, będąc mocno po czterdziestce. Podejrzewam, że można by tak wymieniać jeszcze przez jakiś czas, zwłaszcza, że oszczędziłam wam wydarzeń z finału, a jak zwykle było w nim kilka cliffhangerów.

W kwestii bohaterów niewiele się zmieniło. Carmen wciąż dąży do zostania gwiazdą i, gdy już wydaje się, że spełnienie marzeń jest na wyciągnięcie ręki… no cóż, dopada ją karma, a właściwie zdradzana żona. Rosie pozostaje Rosie, choć – jak na wielką miłość budowaną przez dwa sezony – zdaje się szybko zapomnieć o mężu Spensie, kiedy zjawia się mąż Ernesto. Zoila to Zoila – twarda babka, która nie boi się mówić, co myśli, nawet swoim pracodawcom. Zdecydowanie moja ulubiona bohaterka.

Najbardziej boli mnie to, co zrobili z Marisol. Gdyby ktoś nie pamiętał, jak to wszystko się zaczęło, małe przypomnienie fabuły pierwszego sezonu: w jednej z rezydencji w Beverly Hills została zamordowana pokojówka, a o jej śmierć obwiniono zakochanego w niej młodego chłopaka. Aby udowodnić jego niewinność, matka (Marisol właśnie), zamożna pani profesor, postanowiła zatrudnić się jako pokojówka w domu, w którym zginęła dziewczyna. To właściwie wystarczy, żebyście zrozumieli, z czym mam problem w trzecim sezonie. Otóż w pierwszym odcinku Marisol zaczęła rozumieć, że nie pasuje już do żadnej grupy społecznej, postanowiła więc wykorzystać swoje kontakty (zarówno wśród bogaczy, jak i pokojówek) i założyć agencję pomagającą znaleźć pokojówkom zatrudnienie, dbając jednocześnie o to, by pracodawcy nie łamali ich praw. I to był świetny pomysł, który niestety został wykorzystany głównie do tego, żeby znaleźć Marisol nowy obiekt westchnień. Na to mogę jeszcze przymknąć oko; o wiele bardziej irytowało mnie, że kobieta, która pracowała pod przykrywką przez caluteńki rok, próbując rozwiązać tajemnicę morderstwa, zatraciła gdzieś instynkt samozachowawczy. Teraz zamiast potajemnie węszyć i szukać wskazówek, po prostu pukała do drzwi osób, które podejrzewała o popełnienie morderstwa, i domagała się odpowiedzi. To prawdziwy cud, że przeżyła cały sezon. Rosie o wiele lepiej radziła sobie w odkrywaniu poszlak w tym sezonie.

(źródło)

Warto wspomnieć jeszcze o Powellach, którzy zawsze stanowili najjaśniejszy element serialu. W tej kwestii nic się nie zmieniło, choć Adrian jakby zmiękł, skupiając się na rozwijaniu swoich nowo odkrytych upodobań seksualnych, zamiast knuć, knuć i jeszcze raz knuć.

Stappordowie od samego początku drażnili mnie swoją nijakością, ich dość sporą rolę w tym sezonie przyjęłam więc z trudem, ale przynajmniej ich adoptowana córka była w miarę interesująca. Wątek Katy zostanie zapewne rozwiązany w czwartym sezonie, możemy się zatem spodziewać, że Grecia Merino powróci w tej samej roli, podobnie zresztą jak Cristián de la Fuente (Ernesto), który jest z nią pośrednio związany.

Jeśli chodzi o zwieńczenie intrygi kryminalnej i tożsamość zabójcy, to muszę przyznać, że czuję się rozczarowana. Zupełnie nie przekonuje mnie, że ta osoba mogłaby tak po prostu rozczłonkować czyjeś ciało, rozrzucić je po domach bogaczy, a później zachowywać się jak gdyby nigdy nic. W wątku tej postaci zabrakło czegoś przekonującego, jakichś wyraźniejszych wskazówek, które krzyczałyby „z tym kimś jest coś poważnie nie tak!”. Brak wiarygodnego mordercy psuje wiarygodność wątku zabójstwa, a w serialu o pokojówkach z Beverly Hills jest on zbyt ważny, żeby ot tak go zaniedbać.

Co nie zmienia faktu, że – jak na lato ubogie w dobre seriale – Devious Maids stanowiło przyjemną odmóżdżającą odskocznię.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s